piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 21.

   Wdychałam zapach migdałów i świetnych perfum Olivera. I płakałam. On nic nie mówił, tylko momentami jeszcze bardziej przyciągał mnie do siebie. Tego potrzebowałam teraz. Dowiedziałam się, że chłopak, którego kocham, tak naprawdę ma inną, a jego uczucia do mnie były.. No właśnie, były. Rozmowa w jego pokoju mnie załamała, a Vanessa wchodząca do ich domu jeszcze bardziej dołowała. Niemożliwe. Kiedy wszystko tak dobrze się układało, kiedy myślałam, że jestem właśnie we właściwym miejscu, jeden moment i to runęło. Ale nie będę znów uciekać. Co to, to nie.
   Oliver bawił się moimi włosami. Powoli mnie od siebie odsuwał.
- Nie, proszę- szepnęłam do jego ucha. Czułam, jak się uśmiechnął. Przesadził mnie obok, a sam oparł się o ścianę i skrzyżował nogi. Wyciągnął dłonie, a ja jak najszybciej się w niego wtuliłam. Robiłam wszystko instynktownie, byłam zdezorientowana, załamana. Po prostu Oliver był, kiedy potrzebowałam. I się starał.
Gdy po paru minutach uspokoiłam się, chłopak odgarnął mi kurtynę włosów z twarzy.
- Powiesz mi, co się stało?- zapytał nieśmiało, jak nie on.
- Bo..- przetarłam oczy. Zdawałam sobie sprawę, że jestem cała rozmazana od tuszu, ale nie przeszkadzało mi to. Nie byłam Vanessą. – Chodzi o Matt’a.
- Rozumiem już- powiedział pewniej.
- Co rozumiesz?- wyjąkałam nadal mając głowę na jego kolanach.
- Jesteś w nim na maksa zakochana, a sprawy potoczyły się inaczej. A ty jesteś za twarda, żeby płakać przy kimś, prawda?
- Prawda- przyznałam zaciskając powieki.- Coraz częściej uświadamiam sobie, że jestem mięczakiem.
- Bo płaczesz?- zdziwił się.- Płacz to nic złego, Nathalie. Sama dla siebie jesteś zbyt surowa.
  Drzwi prowadzące na taras otworzyły się i ujrzeliśmy Logana z kubkiem kawy i książką. Rozszerzył oczy, gdy nas zobaczył.
- Nie wiedziałem, że tu jesteście…- zaczął się tłumaczyć.
- Już idziemy do pokoju. Czytaj sobie- wytknęłam mu język i zaprowadziłam Olivera do swojego pokoju. Rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Podoba mi się- wygłosił. Uśmiechnęłam się.
- Już nie chcesz się przytulić?- zapytał „zasmucony”.
- Chcę-  odparłam bez namysłu. Tak fajnie przytulał. Znów przylgnęliśmy do siebie.
- Pomogę ci o nim zapomnieć chociaż na jeden dzień- oznajmił zdecydowanie. Pokiwałam głową.

  Oliver opowiadał mi, co wyczyniał w swoich szkołach. Od razu poprawił mi się humor, gdy usłyszałam o tym, jak przechodził z kolegą przez korytarz wentylacyjny, żeby tylko wysunąć rękę z zapalniczką i wywołać alarm przeciwpożarowy. Albo, gdy posmarował całe boisko szkolne ketchupem, rozłożył surowe mięso i porozkładał kukły godzinę przed meczem piłki nożnej. Za to został też wyrzucony ze szkoły.
- Raz założyłem się z kumplem, że wytrzymam 3 noce w szkole- zaczął- i wytrzymałem, ale chowałem się w klasach, w szafkach i gdzie się dało.
- Głupek z ciebie- wygłosiłam ze śmiechem. Wytknął mi język. Leżeliśmy na łóżku, miałam głowę na torsie Olivera. Wiedziałam, że on będzie to źle odbierał, ale ja nie umiałam inaczej. Bardzo potrzebowałam kogoś takiego jak on.
- Jak się czujesz?- zapytał przejeżdżając palcem po wierzchu mojej dłoni. Westchnęłam.
- Dobrze- skłamałam, to fakt. Ale co miałam zrobić? Chciało mi się płakać, jednak nie przy Oliverze. Nie miałam ochoty na pokazywanie, jak mnie to wszystko boli. Oliver bawił się albo  moimi dłońmi, albo włosami. Czułam się przyjemnie. Zawsze coś. Głupio mi było, ponieważ wiedziałam, że zachowuję się jak idiotka. Nie powinnam w ogóle z nim rozmawiać o Matthew. Nie powinnam mu robić żadnej nadziei, ale w pewien sposób nie chciałam być sama, nawet jeżeli miałam Michael i Avalon.
- Miło, co?- zagadnął po kilku minutach. Pokiwałam głową. Lekko uniosłam kąciki ust.
- Mam twoje rzeczy, a Allan mnie wpuści….  Przeszkadzam?- w drzwiach pokoju pojawiła się Michael z moimi torbami i własną, ogromną walizką. Uniosła brwi, a jej wyraz twarzy wskazywał wszystko. Nie lubiła Olivera i nie chciała go do mnie dopuszczać. Zawsze się o mnie martwi.
- Nie- zaoponowałam szybko.
- Tak- Oliver przewrócił oczami i powolnie podniósł się do pozycji siedzącej. Dałam mu kuksańca w bok.
- No to ja idę. Pa, skarbie- powiedział szybko, musnął palcami moją dłoń i wyszedł.
- I krzyżyk na drogę- rzuciła Michael po zamknięciu drzwi. Odwróciła się w moją stronę i położyła ręce na biodrach.
- Co to miało być, hę?
- Nic- jęknęłam opadając na łóżko.
- Właśnie przed chwilą widziałam- powiedziała oskarżycielsko, jakby przyłapała nas na czymś niewłaściwym. Mama Michael. Tak, to dobre określenie.
- On po prostu mnie pocieszał, nic się nie wydarzyło- mruknęłam cicho.
- Po czym? Musisz mi powiedzieć, bo z domu wybiegłaś jak oparzona- usiadła na rogu łóżka.
I opowiedziałam jej wszystko, dokładnie ze szczegółami. Mówiłam oschle, jakby to, co się wydarzyło, nic mnie nie obchodziło.
- Widziałam tą lalę jak wchodziła. Avalon dostała szału i zaczęły się kłócić, ale… Dobra. Nieważne. Chodźmy coś zjeść- uśmiechnęła się zmieniając temat.
- „Ale” co?- dociekałam.
- Zszedł Matt i zabrał Vanessę do siebie- dokończyła ciszej. Tak jak myślałam. Wstrętna żmija. Już mogłaby zachować trochę godności. Z dnia na dzień zmienia chłopaka. Co oni w niej widzą? Rozumiem, że może być ładniejsza od wielu dziewczyn, ale przecież bóstwem też nie jest. Uważa się za lepszą, piękniejszą, myśli o sobie jak o pępku świata a wszyscy wokół niej skaczą jak pieski.
Wszystkie emocje przekierowałam na uczucie nienawiści do Vanessy. Nie chciałam o niczym innym myśleć, tylko o tym, żeby jej dopiec. Nie wiedziałam jak. Już naprawdę byłam wykończona.
- Nieważne. To nie miało sensu- stwierdziłam krzyżując nogi.
- Co nie miało sensu?- Michael zrobiła to samo.
- Moje zakochanie. Nadal nie ma. Myślałam, że coś między nami mogłoby być. Kocham go, codziennie chciałam, żeby jednak zaskoczył, marzyłam o pocałunku z nim w deszczu..- rozmarzyłam się, jakby taki pocałunek z Matt’ em mógłby wyglądać. Nie mogłam stłumić uczucia, które mnie dotknęło, jak tylko wyobraziłam sobie nasze wargi połączone w pocałunku.- Jestem głupia i naiwna- zacisnęłam powieki i odgarnęłam niesforną grzywkę.
- Nic nie rozumiem. Przecież od razu dało się zauważyć jak na siebie patrzycie. To nie było takie „o”, tylko coś naprawdę prawdziwego. Nie rozumiem- Michael cały czas rozważała. Nie wiedziała jednak o ostatniej nocy. Nie miała pojęcia, co się wydarzyło. Jego słowa.. Że zrobi wszystko, żebym wybrała jego. A ja nie chciałam wybierać, ponieważ wybór był oczywisty. On coś do mnie czuł.. Tylko moje słowa o Oliverze wszystko między nami zmieniły?
   Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Od razu zerwałam się z miejsca i pobiegłam otworzyć, o mało co nie przewracając Allan’ a. Przytuliłam go na powitanie i pocieszenie. Jeszcze nie wiedział co wyprawia jego „była”.
Kiedy tylko otworzyłam drzwi, do środka wparowała rozwścieczona Avalon.
- Jak ja tej suki nienawidzę!!!- wrzasnęła wchodząc w głąb domu.
- No to witaj w klubie- mruknęłam.
- Michael powiedziała ci o niej?- zapytała już spokojniej. Przytaknęłam.
- Wstrętna zołza. Prędzej wyrwę sobie wszystkie włosy łyżką niż dopuszczę do tego, żeby do nas przychodziła.
- Powodzenia życzę- mrugnęłam i wskazałam gestem, żeby weszła po schodach.


- Zastanawiałam się, kiedy będziesz- zażartowała Michael na widok Avalon. Ta przewróciła oczami.
- Daj mi tutaj zdjęcia Maksa Irons’a, bo zaraz oszaleję- Avalon zwróciła się do mnie, a Michael wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- Napisz do Chada, a nie- wytknęłam jej język. Uśmiechnęła się i rzeczywiście wyjęła telefon. Miło było obserwować kolejne uśmiechy, kiedy tylko dostawała od niego następne wiadomości.


Wyszło na to, że tego dnia również zrobiłyśmy sobie babski wieczór. Oglądałyśmy „ Pamiętniki Wampirów”, odcinek po odcinku zajadając się czekoladą. Nie siedziałyśmy całą noc, jednak i tak nie mogłam zasnąć. Ciekawe, czy Vanessa już od niego poszła… 

                                                     ***

Jak obiecałam :)
No to WAKACJE !! Bardzo szybko zleciało. Jak świadectwa? Pasek jest? ;)
Początek wakacji w dość złym nastroju, ale może wszystko się unormuje. Chciałabym w końcu kogoś nowego poznać. Jakieś plany na te dwa miesiące?
 Naprawdę już jest coraz bliżej końca, a mi coraz bardziej smutno. Nie wiem czy moje plany z drugim blogiem wypalą, prawdopodobnie założę go po wakacjach, albo pod koniec sierpnia. Ale nie będę się wychylać, wyjdzie jak wyjdzie :))
No to słonecznych, zabawnych, miłych i przyjacielskich wakacji <3

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 20.

     Stałam w tym samym miejscu przez długi czas nie mogąc otrząsnąć się po słowach Matt’ a. Czy mówił prawdę? A jeżeli mu na mnie zależy? To nie był żart? Po raz pierwszy się tak czułam. Zmieszanie swego rodzaju niepewności, obaw i podekscytowania. Cały czas czułam na szyi jego wargi. Ale… Wszystko się skomplikowało. Najchętniej poszłabym w tym momencie do pokoju brata przyjaciółki, rzuciła się na niego i zatopiła w jego ustach. Nie mogłam. Ja nawet nie wiedziałam co mam myśleć, nie potrafiłam ogarnąć wszystkich impulsów. Zastanawiałam się, co będzie następnego dnia. Czy to wydarzenie coś między nami zaczęło? Już nie myślałam o złych rzeczach, nic innego mnie nie obchodziło. Może w końcu będziemy, ja i on, M Y. Ja go kocham. I nie mogłam ukryć, że cała w skowronkach wróciłam do pokoju Avalon.
- Coś ty tam robiła?- zapytała Szatynka zapalając światło. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam gryźć palec wskazujący. Nieświadomie. Po prostu przeżywałam wszystko.
- A woda? I czemu ty…- wtrąciła Michael bacznie mi się przyglądając.- Nathalie, co się stało?- wyszczerzyła zęby. Wzruszyłam radośnie ramionami i położyłam się na łóżku.
- Jest dobrze, bardzo dobrze- powiedziałam. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i zamknęłam oczy. Cały czas czułam to ciepłe mrowienie, które z każdą myślą o Matthew narastało jeszcze bardziej.
****
Kolejny słoneczny dzień. Kiedy wstałam, dziewczyn nie było. Rozejrzałam się po pokoju i westchnęłam. To, co zdarzyło się w nocy… Pierwsza myśl jaka wdała się do mojej głowy.
Pościeliłam dokładnie łóżko i już ubrana, w miarę ogarnięta zeszłam do kuchni. Żołądek mi się przewracał do góry nogami. W pomieszczeniu wszyscy zachowywali się normalnie, robili śniadanie. Spostrzegłam wszystkich oprócz Tade’ a. Dobrze.
- Dzień dobry- powiedziałam uśmiechnięta.
- No hej- Oliver posłał w moją stronę ciepły uśmiech i puścił oczko. Spojrzałam na Matt’a, który skutecznie mnie ignorował. Spuściłam wzrok i podeszłam do dziewczyn, które plotkowały w najlepsze.
- Hej, śpioszku- odezwała się Avalon, tym samym przerywając poprzednią rozmowę. Skinęłam głową.
- Wiesz może co się z Matt’ em dzieje?- zapytała troskliwie trochę przyciszonym głosem. Od razu zerknęłam w stronę chłopaka. Opierał się o blat, wydawał się bardzo zamyślony i… Smutny? Przełknęłam głośno ślinę. Potrząsnęłam głową.
- Od rana się do nikogo nie odezwał- ciągnęła Michael.- Pożegnał się tylko z Tade’m i więcej nic- wzruszyła ramionami. Ponownie spojrzałam na swoje stopy. Wypuściłam powietrze z płuc i usiadłam przy stole. Podparłam brodę. Zapanowała dziwna cisza. Oliver wydawał się całkiem radosny, ale reszta towarzystwa zestresowana, zaniepokojona. Trudno określić.
‘’Nie. Nie mogę chować głowy w piasek. Chcę wiedzieć na czym stoimy.”- pomyślałam. Wstałam i poszłam obok Matt’a.
- Możemy pogadać?- zapytałam cicho, jednak i tak wszyscy usłyszeli. Chłopak pokiwał głową.
- OK. Chodź- skierował się do swojego pokoju. Ruszyłam za nim.
   Zamknął drzwi i oparł się o ścianę. Stałam naprzeciw niego, onieśmielona i kompletnie nie wiedziałam co mam robić.
- Czemu mnie ignorujesz?- wypaliłam prosto z mostu. Wzruszył ramionami.
- Nie ignoruję cię- zaoponował.
- Nie jestem ślepa. O co chodzi?- miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę. Ten stres, ta niepewność.
- Nie lubię, kiedy ktoś mnie oszukuje, Nath- odparł wyraźnie zraniony. Nic nie rozumiałam. Chciałam się rozpłakać. Patrzyłam na niego zdziwiona i jednocześnie urażona, tym bardziej, że miał tak smutne oczy.
- Wtedy, na imprezie… Dałaś mi do zrozumienia, że Oliver nie robi na tobie wrażenia, wczoraj było odwrotnie. Mówiłaś, jakbyś była w nim zakochana- westchnął i spuścił głowę. Oczy  zaszły mi łzami.
- Ale wczoraj…
- Tak, wczoraj. Słyszałem doskonale- przerwał mi zachrypniętym głosem. Dał mi do zrozumienia, że nie wie, co robił. Zacisnęłam dłonie w pięści. Mimo wszystko zrozumiałam, że mu zależy. Na mnie. Inaczej chyba by tak nie mówił.
- Czyli- zaczęłam swoje pytanie. Mój głos strasznie drżał, ponieważ powstrzymywałam napad płaczu i histerii.
- Tak- potwierdził.- Ale to już bez znaczenia, prawda?

- Jak to bez znaczenia?!- zapytałam nie wytrzymując, poleciały łzy. Matt to wyczuł i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nie ma znaczenia- powtórzył.- Ty i Oliver idziecie szybko.
- Nie ma mnie i Olivera- powiedziałam półgłosem.
- Wybacz, ale czekam na kogoś- oznajmił po chwili ciszy.
- Jasne- pokiwałam głową i jak najszybciej stamtąd wyszłam. Oddychałam szybko, ale to i tak nie zatrzymywało kolejnych łez. Jemu zależało… To moja wina. To, co mówiłam o Oliverze. Wszystko zepsułam. Bolało. Jak cholera. Zbiegłam po schodach i zakryłam twarz wchodząc do kuchni. Dziewczyny nadal stały w tym samym miejscu.
- Michael, mieszkasz u nas?- zapytałam nadal się zakrywając.
- Tak, jasne- potwierdziła szybko.
-  Co jest?- zapytała Avalon. Potrząsnęłam głową.
- Kiedy będziesz szła, przyniesiesz mi rzeczy?- zwróciłam się do Michael trochę odkrywając twarz.
- Pewnie. Pogadamy później- wyprzedziła moje zapewnienie. Pokiwałam głową i zacisnęłam wargi. Nie patrząc na chłopaków wybiegłam z domu Fox ’ów. Popędziłam do Allan’ a, ale nie weszłam. Poszłam na taras, oparłam się o ścianę i osunęłam na ziemię. Objęłam ramionami kolana i najzwyczajniej się rozpłakałam. Miałam widok na dom Avalon. Odchyliłam głowę. I wtedy zauważyłam coś, co jeszcze bardziej mnie załamało. Do nich zmierzała wystrojona Vanessa. Zwróciła na mnie uwagę, kiedy dzwoniła do drzwi i uśmiechnęła się szyderczo.
„Myślałem, że się dla mnie zmieni! A ona mnie zdradziła…”- w głowie od razu odtworzyłam słowa Allan’a. Zdradziła… A teraz przyszła do Fox’ ów. Do Olivera?
Otworzył jej Oliver. Skrzywił się, ale wpuścił dziewczynę do środka. Jego wzrok powędrował na moją osobę, momentalnie odwróciłam głowę. Drzwi się zamknęły. Ponownie się rozpłakałam. Nie przyszła do Olivera. Przyszła do Matt’ a. Widocznie to z nim zdradziła Allan’ a. Dzisiejsze słowa Bruneta były w ogóle prawdą, skoro zabawiał się z Vanessą?
- Nath…- usłyszałam nad sobą głos Olivera. Szybko otarłam mokre policzki i spojrzałam na niego. Ukucnął naprzeciw mnie. Przyciągnął mnie do siebie.
- Puść- powiedziałam stanowczo, ale nie posłuchał.
- Puść, Oliver- powtórzyłam zaczynając się wyrywać. Nic nie odpowiedział.
- Puść- szepnęłam zaciskając dłonie na jego koszuli. Mocniej przylgnęłam do chłopaka i rozpłakałam się na dobre.

                                                        ***

CZEEEEEŚĆ! 
Gorąco, gorąco, gorąco. U Was też taka pogoda? :)
Niedługo wakacje! Już nie mogę się doczekać! Chciałabym osobiście podziękować obserwatorom bloga i osobom, które poświęcają swój czas na czytanie opowiadania, ale każdy mieszka za daleko. :(
Co do rozdziału.. Przyznam szczerze, że płakałam przy pisaniu rozmowy Matt'a i Nath. Bardzo się przywiązałam do tych postaci i wszystko mega przeżywam.  Ale jest. Skomplikowało się teraz, prawda? Od początku wdrążenia Olivera do opowiadania czekałam na napisanie tych rozdziałów. Powolutku zbliżamy się do końca, ale jeszcze, jeszcze kilka rozdziałów będzie. Ostatecznie nie chcę się z Wami żegnać, więc na wakacje zakładam 2 nowe blogi. Z kolejnym opowiadaniem, a drugi o sobie i przyjaciołach. 
Wypowiedzcie się na temat Olivera. Bardzo go lubię  i mam nadzieję, że Wy też nie macie do chłopaka urazy ;)
Obiecuję, że kolejny rozdział wstawiam równiutko za tydzień, 29 czerwca. Może wcześniej... ?

piątek, 14 czerwca 2013

Rozdział 19.

   W domu nie zastałam już chłopców. Szybko się uwinęli. Weszłam do pokoju Allan’ a i pokiwałam głową na ten cały bałagan. Postanowiłam, że w końcu mu się na coś przydam. Zaczęłam ogarniać wszystko. Rzeczy z biurka powkładałam do szafek, pościeliłam łóżko, poskładałam ubrania. Na koniec uchyliłam okno. 
- Super- podsumowałam z uśmiechem, zamknęłam pomieszczenie i ruszyłam do siebie. Spakowałam ubrania na kolejny dzień, piżamę, szczoteczkę i podstawowe kosmetyki, bez których nie ruszyłabym się z domu.
Powyłączałam wszystkie sprzęty w obawie o niechciane zwarcie lub inne nieszczęście. Kiedy już miałam pewność, że załatwiłam wszystko, wróciłam do sąsiadów.
   Weszłam bez pukania.
- No chyba sobie żartujesz!- usłyszałam kpinę Avalon dochodzącą z góry.
- Przecież nic się nie stanie, wyluzuj…- rzucił Matt i później doszło tylko zamykanie drzwi. Z uśmiechem skierowałam się na górę.
- Dzień dobry!- przywitałam się grzecznie z panią Theresą i wbiegłam po schodach. Skierowałam się do pokoju Avalon i zapukałam kilka razy.
- Proszę- powiedziała cicho. Weszłam, a dziewczyny przywitały mnie z szerokim uśmiechem.
- Słyszałam waszą malutką kłótnie z Matt’ em. Coś nie tak?- zwróciłam się do przyjaciółki.
- Ten ciul chce zaprosić na dzisiaj Tade’ a!- krzyknęła rozbawiona. Michael zrobiła dziwną minę i wzruszyła ramionami.
- Co ci zależy- machnęła ręką. Avalon przewróciła oczami. W tym czasie zdążyłam odłożyć swoją torbę w kąt pokoju i usiąść wygodnie na wielkim łóżku przyjaciółki. Zastanowiłam się przez chwilę. Po co Matt’ owi Tade? Ten arogancki impotent nigdy nie zrozumie swojego postępowania, a po ostatnim wybryku, niech lepiej trzyma się z daleka od Avalon. Siedziałam spokojnie i przysłuchiwałam się bezsensownej rozmowie dziewczyn na temat mojego byłego chłopaka.
- Jeśli Matt chce go zaprosić, to niech zaprosi- wygłosiłam.
- I tak cię nie posłucha- dodała żartobliwie Michael. Avalon wzruszyła ramionami i po chwili wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
- Nath, a jak tam sprawy z Oliverem?- zagadnęła z ciekawością. Prychnęłam.
- Czemu ty chcesz nas zeswatać, dziewczyno?- przeciągnęłam.
- Bo ona myśli, że jesteście dla siebie stworzeni! - wtrąciła Michael- ja osobiście jestem za Matt’ em- poczułam ciepło napływające do policzków. Nie chciałam, aby Avalon utwierdziła się w przekonaniu o moich prawdziwych uczuciach. Jednak przez głupotę Michael wszystko wyszło na jaw, no prawie.
Avalon rozszerzyła oczy ze zdumienia.
- Myślałam, że to tylko moje głupie schizy, a ty naprawdę go kochasz!- wykrzyczała podekscytowana, ale po chwili zrobiła zmartwioną minę. Zaniosłyśmy się śmiechem.
- To co ja zrobię z Oliverem? Ty i on ładnie razem byście wyglądali, a poza tym… - zająknęła się- Na serio się zauroczył- w tym momencie myślałam, że zwariuję. To nie było możliwe! Trochę się przejęłam. Może nawet więcej niż trochę. Nie chciałam nic sobie wyobrażać, żeby nie wyjść na idiotkę. Pomyślałam, że dopóki nie będę mieć wystarczających dowodów, zachowam trochę dystansu i obejdzie się bez nieprzyjemności.
- Dobra, koniec smętów!- zarządziła Michael.- Opowiadaj  jak to jest z Tobą i Chad’ em!- zwróciła się do Avalon. Ta się zaśmiała i podparła łokciami o brzeg łóżka.
- Samo tak jakoś wyszłoooo… Po prostu kiedy Nath gdzieś zniknęła, ty też.. No i on tak się uroczo zachowywał, i w pewnym momencie mnie pocałował. To było takie cudowne uczucie- westchnęła rozmarzona. Ucieszyłam się. Czyli to nie był efekt alkoholu. A Chad się tak martwił. Od razu się rozweseliłam i poddałam rozmowie.
- Tworzymy idealnego faceta z gazet!- krzyknęła Avalon. Parsknęłam śmiechem i pokiwałam głową. Michael zaczęła grzebać Szatynce w szafkach, w poszukiwaniu młodzieżowych gazetek. W tym momencie drzwi pokoju się otworzyły i zobaczyłyśmy Tade’ a, Matt’ a, Olivera i Chad’ a.
- Jak chcecie idealnego faceta, to tutaj macie aż czterech- Oliver poruszył brwiami z uśmiechem. Szybko chwyciłam za puchatą poduszkę i cisnęłam nią w chłopaka.
- Jesteście wstrętni, żeby podsłuchiwać!- skarciła ich Michael.
- Czepiasz się- Matt zaczął się droczyć.
- A poza tym…- dołączył Chad.-  Hm. Nic nie wymyślę- wzruszył ramionami i cała ich czwórka wprosiła się do pokoju. Avalon stanowczo zaprotestowała i zerwała się z podłogi, żeby ich wygonić. Oni z kolei szybko sięgnęli po poduszki(których Avalon miała podejrzanie dużo) i rzucili się na dziewczynę. Kiedy próbowała ich odepchnąć, nie mogłam opanować śmiechu. Avalon wyglądała przezabawnie. Taki buraczek. Była wściekła, ale rozbawiona. Po kilku minutach razem z Michael dołączyłyśmy do tej wojny. Nie parzyłam kogo okładam, głównie  chyba Olivera i Matt’ a. Oni dłużni nie pozostawali. Było strasznie hałaśliwie, a pióra z poduszek latały po całym pomieszczeniu, które zaczęło robić się białe.
- No pięknie!- w drzwiach zjawiła się pani Theresa razem z Jaremie’ m. Momentalnie przerwaliśmy zabawę. Pani Fox miała na sobie piękną, ciemnozieloną, dopasowaną sukienkę do kolan. Razem z nienagannym makijażem i gustownie upiętym kokiem prezentowała się wyśmienicie.
- No, no, mamo…- zaczęła Avalon.
- Cioteczko, wyglądasz świetnie-pochwalił Oliver.
- Cudownie- przytaknął uśmiechnięty Matt. Theresa od razu złagodniała i poweselała.
- Idę do Antoniego-oznajmiła.- Nie wiem, czy wrócę na noc. Macie nic nie zbroić i nie rozrabiać- dodała robiąc znaczny nacisk na ostatnie słowo. Przytaknęliśmy.
- Jaremie jedzie ze mną, pobawi się z synkiem Antoniego- uśmiechnęła się lekko i wyszła biorąc za rękę małego chłopczyka. Wymieniliśmy wszyscy spojrzenia i odłożyliśmy poduchy.
- To róbcie sobie tego idealnego faceta, a my idziemy się nawalić-zażartował Tade. Przewróciłam oczami.
- Przecież mamy aż czterech, prawda?- wytknęłam im język.
- Otóż to, skarbie- odpowiedział Oliver. Posłałam mu karcące spojrzenie, na co kilka razy zamrugał. Spojrzałam na Matt’a, który uważnie mi się przyglądał. Spuściłam momentalnie wzrok i uśmiechnęłam się. Chad namiętnie pocałował Avalon, na co wszyscy jęknęli. Para zaśmiała się i chłopaki wyszli. Wypuściłam powietrze z płuc.
- To co robimy?- zapytała Michael.
- Jak to co?- obruszyła się Avalon.- Idealnego faceta!

I rzeczywiście. Idealny facet powstał. Osobiście kłóciłam się, że ideałem jest Ian Somerhalder, w czym rację przyznała mi Michael, ale Avalon strasznie chciała go połączyć z Max’em Irons’em. Ostatecznie wygrała twarz boskiego Ian’a  z ciałem Irons’a. Po skończeniu dzieła zaczęłyśmy wesoło klaskać i wiwatować same sobie.
Avalon powiesiła kartkę nad mini biurkiem. Spojrzałam na zegarek- 19. Szybko ten czas zleciał. Włączyłyśmy jakąś komedię.
- Aż mnie brzuch rozbolał – rzuciła Michael. Przytaknęłam. Po chwili wyszczerzyłam zęby w uśmiechu.
- Idziemy podsłuchać co robią chłopcy?-podsunęłam.
- Jasne!- Avalon jako pierwsza ruszyła do wyjścia.
   Stawiając cichutkie kroki podeszłyśmy do drzwi pokoju Matt’ a i ostrożnie usiadłyśmy przykładając uszy. Było u nich wystarczająco głośno, żeby słuchać nawet bez konieczności dokładnego skupienia się.
- Jest śliczna- usłyszałam Olivera i od razu zaczęłam się zastanawiać o kim mówi.
- Podoba ci się?- zagadnął Matt. Nie był to jego normalny ton, chłopak mówił podejrzanie złośliwie.
- Jeszcze jak! Jest inna. Urocza, zabawna, i wygląda niesamowicie, kiedy jest wkurzona-zaśmiali się. Dziewczyny nic nie powiedziały, tylko zaczęły trącać mnie łokciami z uśmiechem. Kulturalnie pokazałam im środkowy palec jednocześnie informując, że nie mają racji. Słuchałam dalej.
- Chciałbym, żeby się okazało, że ona jednak też się mną interesuje- dalej Oliver. Gdy to wszystko mówił, uśmiechnęłam się, co nie uszło uwadze dziewczyn. Byłam ciekawa, czy mówił o mnie. Z drugiej strony, chciałam bardziej usłyszeć Matt’ a. Jednak on już więcej nic nie mówił.
- To co, idziemy sprawdzić co robią laski- zaproponował Tade. Skrzywiłam się i jak najszybciej zerwałyśmy się z podłogi i wparowałyśmy ze śmiechem do pokoju. W pośpiechu usiadłyśmy na łóżku.
- Trzeba coś podsunąć, żeby się wkurzyli- przygryzłam wargę. Nie dało się nie usłyszeć, jak chłopcy stanęli i usiedli przy drzwiach.
- Nath, co sądzisz o Oliverze?- zapytała Avalon z uśmiechem. Nie o takie wkurzenie ich mi chodziło. Najchętniej zabiłabym za to pytanie.
- Jest… Miły- wzruszyłam nieśmiało ramionami.
- Jest…Miły?-powtórzyła Michael.- Coś więcej!- szturchnęłam ją i zaniosłam się śmiechem.
- Przystojny to on jest- przyznałam.- Pierwsze wrażenie po jego poznaniu najlepsze nie było, ale teraz myślę, że to uroczy, romantyczny i naprawdę pewny siebie chłopak.-westchnęłam. Mówiłam prawdę. Miałam jednak obawy, bo wiedziałam, że Matt to usłyszał. Nie byliśmy parą, ale bardzo tego pragnęłam i nie powinnam… Za bardzo dramatyzuję. Nie powiedziałam nic złego, a szczerość jest ponad wszystko.

Nie wiem, ile chłopaki siedzieli pod drzwiami pokoju Avalon. W pewnej chwili przestałyśmy się już przejmować tym, że mogą nas słyszeć. Rozmawiałyśmy normalnie, o wszystkim i o niczym.


Przed północą siedziałyśmy na łóżku przy zapalonych świeczkach zapachowych i robiłyśmy sobie tak zwaną „ godzinę szczerości”.
- Idę po wodę-oznajmiłam, na co dziewczyny pokiwały głową. Wyszłam po cichu z pokoju. Usłyszałam śmiechy dochodzące od chłopaków.
Skierowałam się do kuchni, zapaliłam jedno z wielu światełek i nalałam wodę do szklanek. Zaczęłam szukać małej tacki, żeby nic nie wylać, kiedy poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Znałam ten zapach. Wanilia zmieszana z cudownymi perfumami. Momentalnie poczułam mrowienie w brzuchu. Byłam w piżamie, która zawierała spodenki i za duży T-shirt, co jeszcze bardziej mnie stresowało. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z… Matt’ em, który opierał się dłońmi o blat na wysokości moich bioder. Patrzył mi głęboko  w oczy. Dzieliło nas zaledwie kilka milimetrów. Utrzymywałam spojrzenie, ale dostrzegłam, że jego źrenice są powiększone. Zaczęłam głęboko oddychać, przychodziło mi to z trudem. Matt nachylił się do mojego ucha.
- Jeżeli masz wybierać między mną a Oliverem, zrobię wszystko, żebyś wybrała mnie- powiedział. Zamknęłam oczy i mimowolnie po polikach zaczęły spływać łzy. Chciałam, żeby to co mówił, powiedział jako trzeźwy, a on był totalnie pijany. Jeszcze bardziej przysunął się do mnie i zaczął całować mnie po szyi. Poddałam się momentowi. Na całym ciele poczułam dreszcze. Nie odepchnęłam go, ponieważ czułam się jak w niebie. Te delikatne i miękkie wargi dotykające mojej szyi, a potem wystających obojczyków. Na koniec mocno pocałował mnie w policzek.
- Uwielbiam cię- szepnął opuszkami palców ocierając mi kilka łez.

                                                         ***

Naprawdę nie mogłam doczekać się wstawienia tego rozdziału! 
Nareszcie jest. Mam nadzieję, że nikogo nie rozczarowałam. Pracowałam nad nim długo, a przy ostatniej scenie aż miałam motylki w brzuchu. Postać Nathalie jest mi naprawdę bliska i codziennie myślę, jakie będą jej dalsze losy.
Dzisiaj był naprawdę udany dzień, więc rozdział wstawiany w dobrym humorze. W poniedziałek wycieczka klasowa! Już się nie mogę doczekać.
No to co? Pozostaje mi tylko czekać na Wasze opinie, misie :)

piątek, 31 maja 2013

Rozdział 18.

    Jak zawsze miałam problemy z zebraniem się z łóżka. Nie spieszyło mi się. Rozkoszowałam się wygrzaną pościelą i miękką poduszką, na której spoczywała moja głowa. Pierwszą myślą od razu po pobudce nie był nikt inny, jak Matt. Zastanawiałam się co robi, i czy jest już na nogach. Zaśmiałam się. W mojej wyobraźni jednak pojawiła się wizja z poprzedniego dnia. Vanessa i Allan- jak to możliwe? Co przeoczyłam? Zdecydowanie za dużo. Doskonale wiedziałam, że mój brat będzie cierpiał, o ile się tylko w niej zakochał. Przecież ta dziewczyna przyciąga praktycznie wszystkich facetów swoimi przerośniętymi piersiami, a później wybiera kolejne marionetki.
        Przeciągnęłam się wygodnie i podniosłam ciało do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju przymrużonym wzrokiem, westchnęłam i poprawiając potargane włosy zeszłam na dół pokonując drewniane schody.
         W kuchni spotkałam tylko Logana.
- Dzień dobry- powiedział radośnie z cwanym uśmiechem. Siedział przy stole spokojnie popijając kawę. Uniosłam brew i zgięłam jedną nogę w kolanie.  
- Cześć- odpowiedziałam dalej mu się ciekawie przyglądając.- Coś się stało?
- Jakąś godzinę temu przyszła dla ciebie mała niespodzianka-kiwnął głową w kierunku blatu. Podążyłam wzrokiem w pokazanym kierunku i ujrzałam tam naprawdę duży bukiet czerwonych róż z żółtą karteczką w środku. Uwielbiam róże, szczególnie czerwone. Mile zaskoczona  podeszłam bliżej i wyjęłam liścik.
Witaj, skarbie!
Pomyślałem, że to umili Ci dzisiejszy dzień. Mam nadzieję, że teraz się uśmiechasz
                                            - Oliver
Ach,  tak. Oliver. Miał rację. Uśmiechałam się. Wzięłam do rąk te wszystkie róże i zaciągnęłam się cudownym zapachem. Słowo ‘skarbie’ jest mi chyba pisane. Przypomniałam sobie pobyt w pizzerii, wtedy Logan również tak do mnie powiedział.  Zamknęłam oczy i ponownie do moich nozdrzy wdał się zapach kwiatów. Zadowolona odłożyłam bukiet, wzięłam pierwszy napotkany, podłużny wazon z szafki, napełniłam go wodą i włożyłam do niego róże. Odstawiłam z powrotem na blat i zaczęłam szperać w lodówce. Odnalazłam sok kaktusowy i napełniłam nim szklankę.
- Od kogo to?- dopytywał Logan, cały czas siedząc w poprzedniej pozycji.
- Od… Znajomego- odparłam chwilowo się zająkując. Nic mnie z Oliverem nie łączyło, nawet nie można było mówić o przyjaźni. Dopiero przyjechał, a ja nie miałam ochoty na jakieś nieprzyjemne epizody z nim w roli głównej.
Wypiłam sok, odłożyłam szklankę do zlewu i zabrałam wazon z bukietem. Popędziłam do swojego pokoju i otworzyłam okno na oścież. Bukiet położyłam przy łóżku. Wzięłam telefon i sprawdziłam wiadomości, nic nie przyszło.
Ubrałam się, podkreśliłam oczy tuszem do rzęs i zeszłam do salonu. Trafiłam chyba na „najlepszy” moment.
- Hej kochana!- Vanessa zdejmowała swoje wysokie szpilki i podeszła bliżej mnie. Z jej twarzy nie schodził złośliwy uśmiech, przez co wydawała się jeszcze gorsza niż  wcześniej. Wzięłam głęboki wdech uspokajając nerwy i zmierzyłam ją wzrokiem. Bez odpowiedzi wyminęłam Blondynkę i wyszłam na zewnątrz.

        Usiadłam na trawie przed domem i podparłam się rękoma. Wdychałam świeże powietrze i miałam zamiar siedzieć tam, dopóki ta jędza nie opuści domu chłopaków.
- Nath!- otworzyłam szerzej oczy , w moim kierunku szedł przejęty Chad. Kiwnęłam mu głową na powitanie.
- Co tam, Blondasku?- odwróciłam głowę w lewą stronę, gdzie przysiadł się przyjaciel. Westchnął.
- Na imprezie coś się zdarzyło- spojrzał mi w oczy. Zdumiona czekałam na ciąg dalszy.- Pocałowałem ją- wyznał nieśmiało. Dostał słodkich, lekko różowiutkich wypieków
- Tak się cieszę!- zaniosłam się cichym śmiechem i przytuliłam się do niego – nareszcie!- Chad odwzajemnił uścisk.
- Tylko nie wiem co dalej- zaczął. – Bo w końcu ona była pijana, a ja…
- Bądź szczęśliwy, głuptasie, i nie szukaj dziury w całym- rzuciłam, po czym oderwałam się od chłopaka.
- Dziękuję- zmierzwił mi włosy i położył się na trawie. Uczyniłam to samo. Leżeliśmy wpatrując się w niebo, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Szybko poderwałam się z ziemi i otrzepałam tyłek. To była Vanessa. Zdenerwowana wybiegła przez bramę i koślawo przebierała nogami. Nie ukrywałam tego, że ten widok mnie rozbawił.
- Spotkamy się później? Chcę wiedzieć o co chodziło- zwróciłam się do Chad’ a. Pokiwał twierdząco głową, uśmiechnął się i dał mi szybkiego buziaka w policzek. Poszedł w kierunku domu rodziny Fox. Ja natomiast weszłam do środka i od razu naparłam na Allan’ a, który zdenerwowany krzątał się po salonie.
- Po pierwsze, pasuję mi to, że wyszła- zaczęłam- Po drugie, w ogóle cię nie rozumiem, no bo ONA to jakiś…- odchrząknęłam, ale kontynuowałam- A po trzecie, o co poszło?
- Wiedziałem, że to tak się skończy!- wrzasnął żywo gestykulując. Zdziwiona stałam z  założonymi rękoma. Brat był wściekły, ale smutek w jego oczach naprawdę mnie zmartwił.
- Myślałem, że się dla mnie zmieni! A ona mnie zdradziła…- wyznał już ciszej. Czemu mnie to nie zdziwiło?
- Nie będę mówić, że A NIE MÓWIŁAM, bo jeszcze nie miałam okazji, ale..- widząc jego minę natychmiast umilkłam. Westchnęłam ciężko i przyciągnęłam go do siebie. Objął mnie jeszcze mocniej i wtulił głowę w moje ramiona. Czułam się tak, jakby role się odwróciły. Jakbym to ja była starszą siostrą pilnującą mojego młodszego, niedojrzałego braciszka.
- Zauroczyła mnie. I była inna, niż by się wydawało- mówił półgłosem. Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Teraz powinnam powiedzieć, że był naiwny, głupi i jak kolejny jej pionek poleciał na tą słodką panienkę. Jednak nie potrafiłam. Nie mu.
- Muszę być sam. Przyjdź do mojego pokoju jakoś jutro- rzucił i szybko popędził na górę. Słyszałam zamykanie drzwi i cisza.
- Logan?! Dylan?!- krzyknęłam z dołu.  Po chwili współlokatorzy brata zjawili się obok mnie.
- Nie mówcie, że przegapiliście to, co się tutaj działo- powiedziałam błagalnie.
- Nie przegapiliśmy, ale woleliśmy nie wchodzić im w drogę- wyjaśnił Dylan. Posłałam im wrogie spojrzenie. Jak oni mogą być tak zacofani?
- Teraz musicie go gdzieś zabrać. Na piwo, imprezę, do kina, gdziekolwiek- rozkazałam władczym tonem. Pokiwali twierdząco głowami.
- Obiecujemy- potwierdzili. Uśmiechnęłam się blado i sama powędrowałam do swojego pokoju. Wzięłam telefon i zobaczyłam, że Michael do mnie pisała.
przyjdz do nas jak bedziesz mogla ;)
Nic innego nie mam do roboty. Schowałam komórkę i wyszłam z domu.
*
Drzwi otworzył mi Matt. Uśmiechnęłam się na jego widok.
- Hej- przywitał się kiwając głową.
- Dzień dobry- odpowiedziałam. Wyszczerzył zęby i przepuścił mnie w drzwiach. Delikatnie otarliśmy się od siebie. Poczułam nagłe ‘porażenie prądem’. Wzięłam dwa wdechy uspokajając jednocześnie emocje i weszłam w głąb domu.
- No w końcu!- z góry zbiegła Avalon. Pociągnęła mnie do salonu,  w którym siedziała Michael z Oliverem i Chad’ em.
- Mama z Jaremie’ m poszli na zakupy, więc mamy trochę czasu na zdanie relacji- Avalon mrugnęła. Usiadłam obok Michael na kanapie i wpatrywałam się w każdego po kolei. Matt siedział naprzeciw mnie, na fotelu. Co chwile na niego spoglądałam, tak odruchowo.
- Nasza kochana mamuśka spotyka się z jakimś bogatym kolesiem- Szatynka się zaśmiała- to pierwsza sprawa.- westchnęła. Uśmiechnęłam się zachęcająco.
- I chciałabym, w zasadzie chcielibyśmy… - wyszczerzyła się do Chad’ a. Chłopak wstał, podszedł do Avalon i objął ją ramieniem.
- JESTEŚCIE RAZEM!!- dokończyłam, zerwałam się z kanapy i klasnęłam w dłonie. Towarzystwo zaczęło się ze mnie śmiać i wiwatować nowej parze. Uścisnęłam ich mocno.
- Nareszcie- jęknęłam.
- Że tak przerwę- wtrącił Oliver- idziemy dzisiaj na tą imprezę,  tak?
- Nie- zaprzeczyła ostro Michael. – Dzisiaj to my sobie robimy babski wieczór, a wy męski czy co tam chcecie- machnęła ręką.
- I wy u mnie też macie się w końcu stawić- zagroziłam  im palcem. Uśmiechnęły się niewinnie. Zdałam sobie sprawę, że głównie to przebywam u Avalon, a dziewczyny u mnie jeszcze nie nocowały.
Trochę głupio mi się zrobiło, ale wiedziałam, że przyjaciółki nie mają mi tego za złe.
- To idę po ubrania i wracam- powiedziałam ze śmiechem.
- Tylko się pospiesz- rzucił Oliver.  Spojrzałam na niego, przewróciłam oczami na ten idiotyczny uśmieszek.
- Uuuuu…- zanuciły dziewczyny. Prychnęłam i rozbawiona poszłam po potrzebne rzeczy, również pragnęłam sprawdzić, czy chłopcy dotrzymali słowa i zabrali gdzieś przybitego Allan’ a. 

                                                            ***
A więc jest 18,
już nie mogę się doczekać kolejnych, ponieważ mam pole do popisu i szykuję niezły przełom w opowiadaniu. 
Postaram się dodać 19 rozdział jak najszybciej.
No to jak? Wiem, że  większość znienawidziła Olivera, ale miejcie dla chłopaka litość (Ktoś mnie prosił o jego zdjęcie, ale zdjęcie jest w rozdziale 16, cz. 2 )
Jutro 18-stka kuzyna! Będzie się działo. Nie mogę się doczekać, chociaż w ostatnim tygodniu cały czas trułam mamie, że nie idę.
Najlepszego, Kamil! 
Rozdział dedykowany Natalii, która czeka i czeka. 
Do napisania.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 17.


Spodziewałam się naprawdę wszystkiego znając Tade' a, ale jednak chłopak przeszedł sam siebie! W salonie został tylko on i Oliver. Tańczyli do piosenki 'I'm sexy and I know it'. Gdyby tylko. Starali się ruszać tak jak w teledysku do utworu, ale byli w samych bokserkach. Matt zaczął się śmiać i zasłonił mi dłonią oczy. Przez ten moment liczyło się tylko to, że dotykał leciutko opuszkami palców mojej twarzy. Poczułam delikatne mrowienie, które rozeszło się po ciele. To taki mały, żartobliwy gest, ale jednak dla mnie bardzo ekscytujący. Słyszałam ciche gwizdnięcie Michael.
- Chłopcy, wiem, że to fajny kawałek, ale ubierzcie się chociaż ze względu na dziewczyny- rzucił Matt.
- Niech podziwiają nasze wdzięki!- wrzeszczał Oliver. Delikatnie zdjęłam dłoń Matt'a ze swojej twarzy i szybko ją puściłam. Za dużo emocji się we mnie zbierało. Przewróciłam oczami na widok skaczących chłopaków i wymieniłam spojrzenia z dziewczynami. Avalon wyłączyła muzykę i uśmiechnęła się szeroko. Tade z Oliverem zaczęli jęczeć, opuścili ramiona i jak skarcone dzieci usiedli na podłodze ze spuszczoną głową. Stałam z rozszerzonymi oczami podziwiając ich zdolność identycznego toku myślenia.
- Pewnie są tak nawaleni, że do południa to się już nie ruszą- powiedziała Michael zerkając na swój zegarek zapięty na nadgarstku. Przytaknęłam i złapałam się za głowę. Nagle poczułam ogromny ból, a po chwili kompletne wyluzowanie. Patrzyłam przymrużonym zrokiem na zaskoczonych i zaniepokojonych moim zachowaniem przyjaciół. Czułam się jak nie ja. Taka oderwana od rzeczywistości. Co chwilę śmiałam się, ale z własnych myśli. Wreszcie nadal półprzytomna położyłam się na podłodze z dala od wszystkich i starałam się usnąć.

                                    *
  Do moich nozdrzy dotarł zapach gorącej czekolady. Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się na wygodnym łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zorientowałam się, że leżę w pokoju Avalon. Zaczęłam analizować wydarzenia z imprezy. Uśmiechnęłam się na przypomnienie miłej rozmowy z Matt'em. Później pamiętałam tylko obraz tańczącego Olivera z Tade'em.  Spojrzałam na szafkę nocną, stał tam kubek z ciepłym płynem. Wypiłam czekoladę i ponownie się przeciągnęłam.
- Jak się czujesz?- do pokoju weszła Michael. Uśmiechnęłam się krzywo.
- Jak ja się tutaj znalazłam?- zapytałam głupkowato. Przyjaciółka usiadła na łóżku i westchnęła.
-  Prawdopodobnie ktoś dosypał ci czegoś do drinka- jęknęłam. Czyli wszystko jasne. Zdenerwowałam się. Od razu obstawiłam na Vanessę, ale przecież one przyszły później, a ja już wtedy nie piłam.
- Na szczęście byłaś z nami. Matt zaniósł cię do Avalon, a później ogarnęliśmy Olivera i Tade'a- wyjaśniła z szerokim uśmiechem. Objęłam ramionami kolana i zachichotałam cicho. Michael szturchnęła mnie w ramię.
-Ale wpadłaś...- ciągnęła zadowolona. - Nareszcie!- rzuciła mi się na szyję.
- Z czego się tak cieszycie?- do pokoju weszła Avalon, jak zwykle z tym swoim uśmiechniętym wyrazem twarzy.
- Wspominamy dawne czasy- skłamałam. Co prawda, Avalon sama naciągnęła niedawno temat jej brata, ale póki do tego nie wracała, ja nie chciałam się takim faktem dzielić.
- Już jest OK?- zapytała troskliwie. Pokiwałam twierdząco głową. Posłałam im uśmiech i wstałam z łóżka. Spojrzałam na zegar wiszący nad drzwiami, wskazywał godzinę obiadową. Spostrzegłam, że nadal jestem w sukience z imprezy.
- Pożyczysz mi coś?- zwróciłam się do Avalon. Podeszła do swojej szafy, wyjęła ubrania i rzuciła mi je. Poszłam się przebrać do toalety. Wydawało mi się, że jest wolna, więc weszłam bez pukania. A w środku był Oliver! Miał mokre włosy, a ciało od pasa okryte białym ręcznikiem. Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się ironicznie.
- Przepraszam- wyjąkałam szybko i zamknęłam drzwi. Chciałam zapaść się pod ziemię! Ta sytuacja strasznie mnie skrępowała, z drugiej jednak strony ogromnie bawiła. I w tym momencie ze swojego pokoju wyszedł zaspany Matt.  W szarych luźnych dresach, bez koszulki, z lekko potarganymi włosami. Wyglądał jeszcze seksowniej niż zwykle. Niektórzy bardziej zachwycaliby się chłopakiem w samym ręczniku, ale nie ja.
- Cześć- powiedział zachrypniętym głosem.
- Cześć-powtórzyłam zła na siebie, że mój ton jest znowu tak nieśmiały.
- Mam nadzieję, że nic ci nie jest- uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest. Delikatnie przeczesał włosy palcami, jednocześnie nadając im lepszego wyglądu. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, na co momentalnie się obruszyłam i odskoczyłam o kilka kroków. Chłopak zaśmiał się cicho. Myślałam, że spalę się ze wstydu, znowu! Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, z toalety wyszedł Oliver. Przeczesał dłonią włosy tak jak wcześniej Matt i spojrzał na mnie jednocześnie uśmiechając się w ten sam sposób, kiedy weszłam mu do łazienki. Zacisnęłam zęby. Zawsze to mnie musi przytrafić się coś takiego. Nie dosyć, że ponownie stał w ręczniku, to obok miałam Matt'a. Zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona niż przy rozmowie z Brunetem i bez słowa wparowałam do toalety. Wzięłam kilka wdechów i przebrałam się w luźniejsze ubrania.
   Przeczesałam palcami nadal proste włosy i przemyłam twarz. Zmyłam resztki makijażu. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze i wróciłam do pokoju, w którym były dziewczyny. Nawet nie wspomniałam o wydarzeniu sprzed paru chwil.
- W luźnej wersji też jesteś śliczna. Nienawidzę cię!- zażartowała Avalon. Zaśmiałam się. Usłyszeć taki w zasadzie komplement od dziewczyny to bardzo miła rzecz. Nie oszukujmy się, większość nastolatek tylko patrzy, jak dopiec tej drugiej.
- Jak wygląda dół?- przypomniałam sobie, że mama bliźniaków miała przyjechać. Poczułam się odpowiedzialnie za stan po imprezie, nawet jeżeli to nie był mój dom.
- Spokooo- przeciągnęła Avalon- tak jak mówiłam, wynajęłam serwis sprzątający i dół wygląda idealnie- wyszczerzyła się. Pokiwałam głową z uznaniem. Usłyszałam dźwięk swojej komórki. Zaczęłam szukać jej po całym pokoju. Kiedy wyszperałam telefon z torby, dziewczyny się zaśmiały. Przewróciłam oczami i odebrałam. Dzwoniła mama. Pierwszy raz od pobytu w Los Angeles. Zastanawiałam się, czy najpierw na mnie nawrzeszczy, czy zafunduje długie i pouczające kazanie. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nie zdążyłam się nawet odezwać.
- Dzień dobry, kochanie- rodzicielka wydawała się trochę zmartwiona.
- No hej, mamo- starałam się mówić, jakbym nic nie podejrzewała- Mam nadzieję, że nie jesteś zła za mój wyjazd....
- Skądże. Zadzwoniłabym wcześniej, ale mieliśmy tyle pracy, wyjazdów, ciągłe telefony. Urwanie głowy- zaśmiała się- Jak ci się tam żyje?
- Jest świetnie- przyznałam- Myślę nawet o przeprowadzce tutaj na stałe- oznajmiłam całkiem poważnie. Po drugiej stronie zapanowała chwilka ciszy, ale słyszałam, jak mama się uśmiecha.
- To wspaniale, córeczko. Jeżeli myślisz poważnie o Los Angeles, oczywiście my z ojcem pomożemy ci ze wszystkim- przytaknęłam sama sobie. Jeszcze tak z mamą nie rozmawiałam. Wszystko co lepsze działo się właśnie w tym mieście. To musiało coś znaczyć.
- Muszę już kończyć, Nathalie, ale mam nadzieję, że nas niedługo odwiedzisz- i znowu zmieniła się w przepracowaną matkę. Westchnęłam ciężko.
- Jasne, na razie- rozłączyłam się. Avalon z Michael przyglądały mi się podczas rozmowy, nawet chyba ją słyszały. Jak na komendę wstały i się do mnie przytuliły. Wsparcie przyjaciół. Wcześniej miałam tylko Michael, teraz również Avalon, Chad'a, Matt'a... Zupełnie coś nowego. Lepszego. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb. Byłam już przekonana, że możemy razem góry przenosić, że oni mi pomogą w każdej sytuacji.
       Po kilku minutach zeszłyśmy na dół. Ciągle bawiłam się ciut za dużymi dresami, które pożyczyła mi Avalon. Michael co chwila zerkała na mnie z ukosa  i zaczynała się śmiać. Sama nie wiem co się działo. Cały czas myślałam o Matthew.
Salon był wysprzątany na błysk. Wszystko idealnie na swoich miejscach. Poczułam wielką ulgę. Martwiłam się wcześniej, że nie zdążymy chociażby z lekka ogarnąć domu.
Skierowałyśmy się do kuchni. W pomieszczeniu znajdowali się już chłopcy. Mieli już wszystkie części garderoby. Unikałam ich spojrzenia, nie mam pojęcia czemu. Błądziłam wzrokiem po całej kuchni, aż w końcu ruszyłam się z progu i usiadłam przy stole podpierając głowę łokciem. Dziewczyny usiadły po moich dwóch stronach zerkając na mnie co chwila. Czułam się osaczona, ale strasznie mnie to bawiło. Chłopcy natomiast zajmowali się śniadaniem. W wersji kuchareczek wyglądali naprawdę uroczo. Oliver co chwilę szeptał coś Matt'owi na ucho.
- Nathalie, pomożesz?- poprosił Oliver odwracając się z niewinnym uśmiechem. Wiedziałam, że robi to specjalnie.
- On sobie nie poradzi jak mu nie pomożesz, Nath- powiedziała Avalon z uśmiechem. Michael wstała i najnormalniej w świecie plasnęła ją w głowę. Posłałam przyjaciółkom wrogie spojrzenie. I po co to było? 
Podeszłam do Olivera i zobaczyłam o co mu chodzi. Nie potrafił pokroić zwykłego pomidora? Jasne. Przewróciłam oczami, chłopak ustąpił mi miejsca. Stanęłam obok Matt'a i zaczęłam kroić warzywo. Zerknęłam na Bruneta, spotkałam się  z nim wzrokiem. Uniosłam kącik ust i wróciłam do poprzedniej czynności. Poczułam jak Oliver mnie obejmuje i kładzie swoje dłonie na moich. Chciał nimi kierować. Pachniał migdałami. Miło czułam się wiedząc, że ktoś stara się ze mną flirtować, ale przecież i była druga opcja. Może po prostu chciał się zaprzyjaźnić, w co szczerze wątpiłam. Nie odepchnęłam go. Może rzeczywiście czułam się trochę niekomfortowo, ale przyjemnie. Tylko to. Nie było żadnej ekscytacji jak przy Matthew. I choć to dziwne, nienormalne.. To zrozumiałam wtedy, że ja go pokochałam. Nie mam pojęcia jak, ale po prostu byłam pewna.
- Przepraszam za tą łazienkę, powinienem zamykać drzwi- Oliver szepnął mi na ucho. Pokiwałam głową na znak, że jest w porządku i wydostałam się spod jego uścisku.
Usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałam na dziewczyny, które posłały w moją stronę już setny uśmiech tego dnia. Do kuchni wbiegł mały Jaremie. Ucieszyłam się na widok dzieciaka.
- Skarbie!- krzyknęła Avalon i wyściskała braciszka. Mały chłopczyk podbiegł do mnie i przytulił się mocno. Ukucnęłam i zmierzwiłam mu włosy.
- Jak było?- zapytałam z uśmiechem.
- SUPER!- odkrzyknął. Pobiegł do Matt'a o mało co się nie wywalając, później 'dżentelmeńsko' podał dłoń Oliverowi. Michael podeszła do Jaremie'go i przytuliła chłopczyka. Zdziwiony również ją objął.
- Trzy lata to jednak sporo- stwierdziła puszczając brata bliźniaków.
- Michael? Oliver?- w pomieszczeniu znalazła się również Theresa z torbami. Zdziwiona podeszła do obojga i wyściskała ich mocno.
- Moi kochani! Michael, jak dawno cię nie było! A Oliver jak ty wyprzystojniałeś...- Theresa komplementowała speszonych osobników. Uśmiechali się lekko i kiwali głową.- Co was sprowadza? Na ile zostajecie?
- Ja przyjechałam do Avalon i Nathalie. Tak się złożyło, że z Nath jesteśmy przyjaciółkami- wyjaśniła Michael.
- A ja może zostanę tutaj na jakiś czas...- przeciągnął Oliver. Theresa uśmiechnęła się szeroko i westchnęła radośnie. Jaremie wyciągnął swoje zabawki i poszedł do salonu się bawić.
- Muszę wam coś powiedzieć- oznajmiła pani Fox. Wszyscy czekaliśmy na informację, która wydawała się niesamowicie ważna- Od kilku miesięcy spotykam się z pewnym mężczyzną.
- Yyy.. Że co?! Od KILKU MIESIĘCY?!- gestykulowała Avalon. Wszyscy staliśmy cicho. W zasadzie nie dziwiłam się. Piękna kobieta bez faceta musiała w końcu kogoś poznać. Ale od kilku miesięcy, żeby taki fakt ukryć, to trochę dziwne. Nie chcąc się dalej mieszać, musiałam się wycofać. Wiedziałam, że szykuje się coś większego, a ja tam ich wszystkich znałam najmniej.
- To ja pójdę do Jaremie'go- powiedziałam i szybko wyszłam.
Usiadłam przy chłopczyku i uśmiechnęłam się lekko. Podał mi kilka różnokolorowych mini samochodów.
- Włączymy bajkiii?- zapytał wlepiając we mnie wzrok.
- Jasne- pogłaskałam go po włoskach i włączyłam telewizor. Usiedliśmy na sofie. Wyszukałam jakieś animowane seriale i spojrzałam w stronę kuchni. Było dziwnie cicho. Do nas przyszedł Oliver.
- I jak?- zwróciłam się do niego. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się.
- Nie jest źle- przyznał. Pokiwałam głową.
- Ja powinnam się zbierać- rzuciłam. Skoro przyszedł do mnie i Jaremie'go, chłopczyk nie będzie już sam. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję popędziłam na górę. Z pokoju Avalon zabrałam swoje torby i z powrotem podreptałam na dół. Nieśmiało weszłam do kuchni.
- Będę już lecieć. Miło było- oznajmiłam.  Przytuliłam się z dziewczynami.
- Do zobaczenia- rzuciłam wychodząc z pomieszczenia.
- Do zobaczenia- powtórzył Matt. Przygryzłam dolną wargę i nie odwracałam się.
- Na razie, Jaremie!- krzyknęłam otwierając drzwi.
     Wróciłam do domu. Położyłam torby na podłodze i wyjęłam z nich telefon. Schowałam go do kieszeni i ruszyłam do salonu.
- Ja pieprzę- wyrwało mi się, kiedy zobaczyłam co tam się dzieje. Zastałam brata. Gdyby tylko samego. Całował i obmacywał się z... Vanessą. Myślałam, że eksploduję! Dziewczyna spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem na ustach. Zacisnęłam dłonie w pięści i pobiegłam na górę. Bez pukania weszłam do pokoju Logana. Siedział razem z Dylanem. Grali na gitarze.
- Wiecie co się dzieje na dole?- zapytałam z narastającą wściekłością.
- Allan prosił, żeby mu nie przeszkadzać, bo zaprosił dziewczynę, a co?- wyjaśnił Dylan.
- A to, że ta jego dziewczyna to Vanessa- westchnęłam. Widziałam zaskoczone miny chłopaków. 'No tak, ale mi przyjaciel..'- przeszło mi przez myśl. Zostawiłam ich i weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Napisałam sms-a do Michael.
Bedziesz mieszkac u mnie czy Avalon?
Wysłałam i czekałam leżąc na łóżku i wpatrując się w sufit. Odpisała po paru minutach.
jak allan sie zgodzi to jutro wbijam  do ciebie ;D
Uśmiechnęłam się. Po paru sekundach napisała znowu.
jutro planujemy isc na jakas impreze! to tak zebys sie nastawila skarbie ~oliver
Zaskoczona odłożyłam komórkę. Chyba znajomość z Oliverem nie wyjdzie mi na dobre. Z drugiej strony czułam się bardzo miło będąc 'adorowana' przez niego. Jasne, że smuciłam się z powodu Matt'a, którego darzyłam ogromnym uczuciem,a póki co nie było między nami jakichś znaczących sytuacji, przynajmniej dla niego. I w tym momencie odtworzyłam te chwile, w których w jakiś sposób byliśmy blisko siebie. Uśmiechnęłam się na przypomnienie sobie niefortunnego upadku ze schodów, przeturlania się i wylądowania na ziemi z Matt'em, który był bez koszulki. Po raz kolejny ścisnęło mnie w żołądku. Westchnęłam i złapałam się za miejsce, w którym 'latało' tysiące motyli. Zaśmiałam się i zamknęłam oczy w oczekiwaniu na miły sen. Nie chciałam zawracać sobie głowy Vanessą i Allan'em. Było to niesmaczne, okropnie niesmaczne.
                                                            ***
Witajcie!
Dość długo mnie nie było na blogu, ale to jest tak, że mam multum pomysłów w głowie a jak już siadam do pisania to sama nie wiem od czego zacząć.Także przepraszam bardzo.
Rozdział jest.. Trudno określić. Na pewno sama zaczynając pisać to opowiadanie, nie spodziewałam się, że będę dołączać takiego bohatera jak Oliver.
I jeszcze chciałam coś wyjaśnić. Chodzi o Nathalie i Tade' a. Ostatnio przeczytałam komentarz, że ich przyjaźń jest przesadzona, że Nathalie od tak mu wybaczyła, a była taka wściekła. Rzeczywiście na to by wychodziło, ale ktoś, kto czyta opowiadanie cały czas, powinien wiedzieć, że Nathalie owszem, była strasznie zdenerwowana i rozczarowana, ale kiedy w jej życiu pojawił się ktoś taki jak Matt, wszystko minęło. Również rozmowa bodajże w 9 rozdziale wyjaśnia co dotarło do głównej bohaterki. 
Bardzo dziękuję za ponad 2000 wyświetleń i 113 komentarzy! 
Ostateczną opinię zostawiam Wam. Do następnego.                                                              PS. Gorąco zapraszam na startującego bloga znajomej: Dhampirzyca Ma ciekawe pomysły i myślę, że warto tam zajrzeć.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 16, cz. 2

Powoli schodziłyśmy po schodach. Skierowałam się do skrzynek z alkoholem, wyjęłam kilka butelek i położyłam na stolikach. Avalon podeszła do mnie z dwoma szklankami.
- To tak na rozgrzewkę- mrugnęła. Zrobiła nam drinki. Usłyszałam dzwonek, przyjaciółka od razu popędziła otworzyć. Do domu wparowała spora grupka nastolatków zachwycająca się wystrojem. Przykleiłam uśmiech i w spokoju stałam przy stoliku z drinkiem w dłoni. 
-Matt miał tu być!- Avalon chodziła zdenerwowana.- Sama idę puścić muzykę- postanowiła i podeszła do swojego laptopa. Zaśmiałam się. Podłączyła go pod głośniki i włączyła piosenki, które wybrałyśmy dzień wcześniej. Ponowny dzwonek. Tym razem ja ruszyłam do drzwi. Kolejna duża grupa. Wpuściłam ich do środka, ale najważniejszych osób nie było. Spojrzałam na niektóre wystrojone dziewczyny, które po prostu bawiły się na całego. Już niektórzy zdążyli wypić sporą dawkę alkoholu. Impreza się rozkręcała. 
      Siedziałam na schodach i obserwowałam balowiczów. Avalon strasznie zdenerwowała się na brata, a teraz była wśród swoich znajomych. Wydawało mi się, że ta impreza będzie wyglądać trochę inaczej. I w tym momencie do środka wszedł Allan z kolegami.  Uśmiechnęłam się i bez zastanowienia podeszłam do brata. Nic nie powiedział, tylko wyciągnął rękę. Złapałam za nią i ruszyliśmy na 'parkiet'. Przetańczyliśmy dwa utwory.
- Dla kogo tak ładnie wyglądasz, co?- zapytał przekrzykując muzykę. Wzruszyłam ramionami.
- Dla nikogo!- Allan szturchnął mnie w łokieć i z szerokim uśmiechem wrócił do znajomych. Do mnie podbiegła podekscytowana Avalon.
- Chodź do kuchni!- pociągnęła mnie za rękę i weszłyśmy do pomieszczenia. Zobaczyłam Matta, obok niego jakiegoś przystojnego chłopaka, którego widziałam po raz pierwszy w życiu i co najważniejsze osobę, której się zupełnie nie spodziewałam- MICHAEL! Skierowałam się w jej stronę i mocno przytuliłam.
- Co ty tu robisz!?- zapytałam szczęśliwa.
- Tak się złożyło, że Avalon to moja stara znajoma- zanuciła.
- Wymagało to ode mnie wiele trudu, ponieważ musiałam pogadać z twoim pozbawionym wyrafinowania i rozumu braciszkiem, ale ściągnęłam ją tutaj - powiedziała Avalon z satysfakcją. Uśmiechnęłam się, ponownie przytuliłam Michael i spojrzałam na tajemniczego chłopaka opierającego się o blat. Trzeba przyznać, że wyglądał bardzo dobrze. Jasne, ułożone we wszystkie strony włosy, zielone oczy, ciemna karnacja, i oryginalne rysy twarzy.
- Oliver- podał mi dłoń. Uścisnęłam ją.
- Nathalie.
- To nasz kuzyn, zostanie w Los Angeles- po słowach Avalon skojarzyłam fakty. Dziewczyna chciała wyswatać mnie ze swoim kuzynem, a żebym się nie denerwowała, zaprosiła Michael. Posłałam jej wrogie spojrzenie, na co kilka razy zamrugała oczami i zrobiła minę zbitego psiaka.
- Um, zatańczymy?- zapytał Oliver. Pokiwałam twierdząco głową, spojrzałam po kolei na wszystkich i poszłam z chłopakiem zostawiając resztę towarzystwa. 
      Miał wyczucie. Akurat zaczęła lecieć piosenka Snow Patrol- New York. Oliver nieśmiało położył dłonie na mojej talii, a ja swoje na jego ramionach. Powoli ruszaliśmy się w rytm piosenki patrząc sobie w oczy. Unosił kącik ust. W pewnym momencie wyobraziłam sobie taki taniec z Mattem, jego dotyk... Zaczęłam patrzeć w inną stronę. Musiałam odgonić od siebie takie myśli.
     Grzecznie podziękowałam za taniec i powoli wróciliśmy do reszty. Zastaliśmy Michael, Chad' a i Avalon. Posłałam w stronę Avalon cwany uśmieszek. Przeprosiłam Blondaska i zgarnęłam drugą przyjaciółkę na bok, wskazując oczami Chad' owi, że ma w końcu zacząć działać. W kuchni zaczęło roić się od jakichś obcych osób, które chciały w spokoju porozmawiać.
- Co u ciebie słychać?- Michael zapytała z uśmiechem.
- Zmiany- odparłam.- Jest inaczej... Zaczyna się układać.
- Masz na myśli tego chłopaka?- ściszyła głos i kiwnęła głową w inną stronę. Odwróciłam głowę przez bark i ujrzałam wchodzącego Matta. Westchnęłam lekko.
- Kiedy tylko weszłaś, od razu na niego spojrzałaś, i to tak - szukała słowa znacznie gestykulując. Teatralnie przewróciłam oczami, ale nieśmiało pocierałam dłonie.
- Rozumiem, że teraz jesteś w nim zakochana w tajemnicy- zaśmiała się, ale była zadowolona.
- Mhm- przytaknęłam potwierdzając - a co u ciebie?- dodałam zmieniając temat.
- Praca, praca, praca.. Pomagam mamie w księgarni, żeby się nie przepracowała - pokiwałam twierdząco głową. 
Poczułam, że ktoś się do mnie przytula oplatając mnie ramionami i dłońmi wokół brzucha. Po czarnym rzemyku na nadgarstku wiedziałam, że to Tade. Odepchnęłam go.
- Proszę, powiedz, że jesteś jeszcze trzeźwy- powiedziałam lustrując chłopaka od góry do dołu. Uśmiechnął się pod nosem.
- Ae ja se tylko bawe- powiedział gubiąc niektóre litery. Jęknęłam.
- Usiądź tutaj- wskazałam dłonią na krzesło przy stole- i siedź. Aż poczujesz, że możesz wracać do domu.
- Docenam, ze se o mnie tlosczys- mówienie szło mu coraz gorzej. Kiedy usiadł, od razu położył głowę na stole i podparł się łokciami.
- Coś przegapiłam?- zapytała zdezorientowana Michael. Zaśmiałam się.
- Jesteśmy czymś w rodzaju przyjaciół- powiedziałam sama w to nie wierząc.
- Tade nie jest zdolny do przyjaźni- przewróciła oczami.
- I tego się obawiam- spojrzałam na niego i wykrzywiłam twarz. 
- Na ile zostajesz?- zapytałam po chwili. Uśmiechnęła się.
- Tydzień- odpowiedziała radośnie. Wyszczerzyłam zęby. Nareszcie będę mogła jej wszystko opowiedzieć, ze szczegółami.
Odwróciłam się, żeby zobaczyć jak idą sprawy między Avalon a Chad' em. Cały czas rozmawiali, dziewczyna spuszczała głowę uśmiechając się promiennie. Z tego może coś być. Napotkałam wzrok Olivera. Szybko się odwróciłam. 
- Idę się napić- powiedziała Michael, mrugnęła i poszła do salonu. Zaskoczyłam się. Michael i alkohol? Ostatnio trzeba było ją namawiać, żeby chociaż wzięła jednego łyka. Sama również wzięłam szklankę z drinkiem ze stołu.
- Jak się bawisz?- obok mnie zjawił się Oliver. Przywołałam lekki uśmiech.
- Całkiem dobrze- odparłam. Przytaknął i spojrzał na Matta. Dyskretnie zerknęłam w tamtą stronę. Chłopak  spotkał się ze mną wzrokiem, ale szybko go odwrócił. 
- Chodźmy potańczyć- powiedział zachęcająco Oliver. Uśmiechnęłam się i ponownie znaleźliśmy się na parkiecie. Nie mam pojęcia, czemu się zgodziłam. Wolałam dyskretnie obserwować Matt' a. 
Tańczyliśmy do szybkich piosenek. Powoli miałam dość, i Oliver chyba też. Nie chcąc przekrzykiwać muzyki wskazałam  gestem, że jestem wyczerpana. Wzruszył ramionami. Bez słowa odeszłam do stolików. Usłyszałam, że ktoś wchodzi i zobaczyłam Vanessę, Olivię, Reachel i prawdopodobnie barmana z klubu Inspiration Night. Byłam pewna, że nie zostały zaproszone. Z kuchni od razu wyłoniła się Avalon. Na ich widok zmrużyła oczy, a przez jej twarz przebiegło rozgoryczenie. Podeszłam do nich.
- Nie zapraszałam was!- warknęła Avalon.
- My nie potrzebujemy zaproszenia. Powinnaś się cieszyć, że przyszłyśmy- powiedziała z satysfakcją Olivia. Przewróciłam oczami. Zaśmiały się wszystkie w trójkę i ruszyły do stolików. Zwróciłam się do barmana.
- Robisz za przyzwoitkę?
- Coś w tym rodzaju- odrzekł niechętnie i wrócił do towarzyszek. Prychnęłam i spojrzałam na Avalon. 
- Teraz to wszystko mi jedno. Jestem nawalona i mam zamiar się bawić!- podniosła dłoń do góry, zaczęła nią wymachiwać i wróciła do kuchni. Cieszyłam się, że nie piłam dużo. Mogłam kontrolować niektóre sytuacje. A goście bawili się grzecznie, więc nie trzeba było żadnych interwencji. Zostawiłam tą imprezę i skierowałam się na górę wchodząc po schodach. Najzwyczajniej chciałam po prostu położyć się w byle jakim łóżku i pójść spać.
Zobaczyłam Matta wychodzącego ze swojego pokoju. 
- Wszystko w porządku?- zapytał podchodząc bliżej. Pokiwałam twierdząco głową. 
- Czemu nie jesteś ze wszystkimi, na dole?- zwróciłam się do niego unosząc głowę.
- Mógłbym spytać o to samo- uśmiechnął się. - Nie mam dziś nastroju na imprezowanie.
- Rozumiem- westchnęłam. Przy nim czułam się strasznie niepewnie. Jak taka mała, bezbronna dziewczynka, która za wszelką cenę chce się do kogoś przytulić, żeby nie wywrócić się na prostej drodze. 
- Co z Oliverem?- zapytał po chwili. 
- Z Oliverem? Sam się chyba wystarczająco bawi- odparłam szczerze. 
- Wracamy na dół?
- Nie ma mowy - zaprzeczyłam szybko - na dole jest Vanessa i jej zgraja - wykrzywił twarz w grymasie i usiadł na podłodze opierając się o ścianę. Poklepał miejsce obok siebie. Niepewnie usiadłam, na co uniósł kąciki ust.
- Pięknie wyglądasz- powiedział nadal z uśmiechem. Zasłoniłam twarz kurtyną włosów i wymamrotałam ciche dziękuję.
- Opowiesz mi coś o sobie?- zapytał odwracając głowę w moją stronę. Zaśmiałam się.
- Jestem z Chicago. Może i nie wyglądam, ale uwielbiam komedie romantyczne, mój ulubiony kolor to czerwony, kocham rysować, i bardzo chciałabym zobaczyć Simple Plan na żywo- wyszczerzyłam zęby, ale obawiałam się, że się wygłupiłam. Chłopak cały czas mi się przyglądał. 
- A marzenia? Plany?- westchnęłam.
- Moje marzenie, aby być daleko od siostry się spełnia - zaśmiał się - a jeżeli chodzi o plany... Mam zamiar zostać w Los Angeles. Podoba mi się tutaj. Jest o wiele lepiej niż wcześniej- pokiwał twierdząco głową. Chciałam, aby to nie okazało się zwykłym snem.
- Teraz Ty mi coś opowiedz- zażądałam.
- Od dziecka mieszkam w LA, mój ulubiony kolor to zielony, staram się mieć dobre relacje z Avalon, uwielbiam jeździć na desce, czasami trochę pobrzdąkam na gitarze, bardzo lubię Maroon 5. Moje marzenie to gra w jakimś hollywoodzkim filmie- uśmiechnęłam się- I staram się żyć tym co jest- słuchałam go uważnie, jego głos wyprowadzał z równowagi, mogłam go po prostu podziwiać i to nie było by dziwne, ponieważ go słuchałam. Byłam pod wrażeniem. Pierwszy raz rozmawialiśmy ze sobą otwarcie, tak przyjemnie. Nie zastanawiałam się ani chwili, czy on nie jest osobą, której mogę zaufać. Wiedziałam, że mogę mu wyśpiewać cały mój życiorys, że chcę mu wszystko opowiedzieć. No i słuchać tego głosu, który działał na mnie jak narkotyk. 
- Tu jesteście!- usłyszałam głos Avalon. W tamtym momencie pragnęłam ją po prostu udusić! Za nią przybiegła również Michael posyłając mi przepraszające spojrzenie.
- Oliver spiknął się z Tade' em i zaczyna się robić nieciekawie. Większość gości już wyszła- wyjaśniła brązowowłosa. Westchnęłam ciężko. Matt się podniósł i pomógł mi wstać. Przy dotknięciu naszych dłoni przeszedł przeze mnie lekki wstrząs, jak porażenie prądem. Posłałam mu łagodny uśmiech i wszyscy zeszliśmy na dół. Miałam chęć zabić tych dwóch oszołomów!

                                                        ***
Cześć!
Nareszcie dodałam, nareszcie napisałam. Podoba mi się to, że sugerujecie jakiś temat w komentarzach, uwielbiam takie czytać! Napracowałam się  trochę nad tym rozdziałem i myślę, że wyszedł dosyć fajnie. Macie naszego ukochanego Matta! Co sądzicie o pojawieniu się Olivera?
To zdjęcie odzwierciedlające wygląd nowego bohatera:



    



















PS. Robię porządki na blogu, pod zdjęciem postaci Olivera widniała moja a'la niespodzianka dla czytelników, ale ją usunęłam. Były to zdjęcia, na których trzymałam kartkę z napisem: I <3 my readers! Z perspektywy czasu myślę, że zrobiłam trochę bezsensownie. Od początku na blogu znajdowałam się jako anonimowy użytkownik. Mówi się trudno, teraz trochę dojrzałam i usunęłam te zdjęcia. Postąpiłam w taki sposób, który był dla mnie słuszny. Miłego czytania. 




sobota, 27 kwietnia 2013

Versatile Blogger Award.

Dzisiaj trochę inny post.
Zostałam nominowana do Versatile Blogger Award. Osobiście mnie takie zabawy nie kręcą, i chyba już wiecie, że sama nie nominowałam wcześniej blogów do Liebster Award. Nie mam pojęcia o co chodzi z tą nominacją, ale postaram się zrobić to jak należy. 



Zasady:
1. Podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu.
2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu.
3. Ujawnić 7 faktów o sobie. ( :O)
4. Nominować min. 7 blogów, które Twoim zdaniem na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Zasady wzięłam od Aleksji, która mnie również nominowała. DZIĘKUJĘ CI BARDZO!

A więc oto 7 faktów o mnie:
1. Mam młodszego brata, którego bardzo kocham, ale nie ma dnia bez kłótni i sprzeczek o zwykłe błahostki.
2. Myślałam, że rzucę tego bloga od razu po pierwszym poście. Nie liczyłam na taki rozwój wydarzeń, a teraz aż szkoda się wycofać. Tutaj wiem, że ktoś docenia to, co robię.
3. Kocham komedie romantyczne i wyciskacze łez, chociaż na taką nie wyglądam. ;)
4. KAŻDA moja 'dieta' kończy się zanim się zacznie.
5. Nie cierpię, kiedy ktoś chcę mnie podporządkować pod swoje dyktando i pragnie mną rządzić. Również takim ludziom współczuję i mam ich dosyć.
6. Nathalie jest uosobieniem mnie, tak jak i pozostałe postacie żeńskie  na tym blogu są oparte na konkretnych osobach.
7. Bez nowych przyjaciół po prostu załamałabym się w gimnazjum. Są najlepsi.

OK. Teraz czas na nominację, ale dam tylko 3 blogi, które bardzo lubię. Gdybym nie była leniwa, nominowałabym więcej. I przepraszam, jeśli Wasze blogi się tutaj nie znalazły, nie znienawidźcie mnie. ;)
Kolejność przypadkowa:

MISTYCZNA AKADEMIA, prowadzona przez Wakako.

PAIN AND LAUGH, prowadzony przez Aleks.

DHAMPIRZYCA, prowadzona przez Meg Chan.

                       ***
Dziękuję za przeczytanie, wszystkie miłe komentarze i tyle wyświetleń bloga. Niedługo ukaże się kolejny rozdział+ mała niespodzianka specjalnie ode mnie. :)