piątek, 31 maja 2013

Rozdział 18.

    Jak zawsze miałam problemy z zebraniem się z łóżka. Nie spieszyło mi się. Rozkoszowałam się wygrzaną pościelą i miękką poduszką, na której spoczywała moja głowa. Pierwszą myślą od razu po pobudce nie był nikt inny, jak Matt. Zastanawiałam się co robi, i czy jest już na nogach. Zaśmiałam się. W mojej wyobraźni jednak pojawiła się wizja z poprzedniego dnia. Vanessa i Allan- jak to możliwe? Co przeoczyłam? Zdecydowanie za dużo. Doskonale wiedziałam, że mój brat będzie cierpiał, o ile się tylko w niej zakochał. Przecież ta dziewczyna przyciąga praktycznie wszystkich facetów swoimi przerośniętymi piersiami, a później wybiera kolejne marionetki.
        Przeciągnęłam się wygodnie i podniosłam ciało do pozycji siedzącej. Rozejrzałam się po pokoju przymrużonym wzrokiem, westchnęłam i poprawiając potargane włosy zeszłam na dół pokonując drewniane schody.
         W kuchni spotkałam tylko Logana.
- Dzień dobry- powiedział radośnie z cwanym uśmiechem. Siedział przy stole spokojnie popijając kawę. Uniosłam brew i zgięłam jedną nogę w kolanie.  
- Cześć- odpowiedziałam dalej mu się ciekawie przyglądając.- Coś się stało?
- Jakąś godzinę temu przyszła dla ciebie mała niespodzianka-kiwnął głową w kierunku blatu. Podążyłam wzrokiem w pokazanym kierunku i ujrzałam tam naprawdę duży bukiet czerwonych róż z żółtą karteczką w środku. Uwielbiam róże, szczególnie czerwone. Mile zaskoczona  podeszłam bliżej i wyjęłam liścik.
Witaj, skarbie!
Pomyślałem, że to umili Ci dzisiejszy dzień. Mam nadzieję, że teraz się uśmiechasz
                                            - Oliver
Ach,  tak. Oliver. Miał rację. Uśmiechałam się. Wzięłam do rąk te wszystkie róże i zaciągnęłam się cudownym zapachem. Słowo ‘skarbie’ jest mi chyba pisane. Przypomniałam sobie pobyt w pizzerii, wtedy Logan również tak do mnie powiedział.  Zamknęłam oczy i ponownie do moich nozdrzy wdał się zapach kwiatów. Zadowolona odłożyłam bukiet, wzięłam pierwszy napotkany, podłużny wazon z szafki, napełniłam go wodą i włożyłam do niego róże. Odstawiłam z powrotem na blat i zaczęłam szperać w lodówce. Odnalazłam sok kaktusowy i napełniłam nim szklankę.
- Od kogo to?- dopytywał Logan, cały czas siedząc w poprzedniej pozycji.
- Od… Znajomego- odparłam chwilowo się zająkując. Nic mnie z Oliverem nie łączyło, nawet nie można było mówić o przyjaźni. Dopiero przyjechał, a ja nie miałam ochoty na jakieś nieprzyjemne epizody z nim w roli głównej.
Wypiłam sok, odłożyłam szklankę do zlewu i zabrałam wazon z bukietem. Popędziłam do swojego pokoju i otworzyłam okno na oścież. Bukiet położyłam przy łóżku. Wzięłam telefon i sprawdziłam wiadomości, nic nie przyszło.
Ubrałam się, podkreśliłam oczy tuszem do rzęs i zeszłam do salonu. Trafiłam chyba na „najlepszy” moment.
- Hej kochana!- Vanessa zdejmowała swoje wysokie szpilki i podeszła bliżej mnie. Z jej twarzy nie schodził złośliwy uśmiech, przez co wydawała się jeszcze gorsza niż  wcześniej. Wzięłam głęboki wdech uspokajając nerwy i zmierzyłam ją wzrokiem. Bez odpowiedzi wyminęłam Blondynkę i wyszłam na zewnątrz.

        Usiadłam na trawie przed domem i podparłam się rękoma. Wdychałam świeże powietrze i miałam zamiar siedzieć tam, dopóki ta jędza nie opuści domu chłopaków.
- Nath!- otworzyłam szerzej oczy , w moim kierunku szedł przejęty Chad. Kiwnęłam mu głową na powitanie.
- Co tam, Blondasku?- odwróciłam głowę w lewą stronę, gdzie przysiadł się przyjaciel. Westchnął.
- Na imprezie coś się zdarzyło- spojrzał mi w oczy. Zdumiona czekałam na ciąg dalszy.- Pocałowałem ją- wyznał nieśmiało. Dostał słodkich, lekko różowiutkich wypieków
- Tak się cieszę!- zaniosłam się cichym śmiechem i przytuliłam się do niego – nareszcie!- Chad odwzajemnił uścisk.
- Tylko nie wiem co dalej- zaczął. – Bo w końcu ona była pijana, a ja…
- Bądź szczęśliwy, głuptasie, i nie szukaj dziury w całym- rzuciłam, po czym oderwałam się od chłopaka.
- Dziękuję- zmierzwił mi włosy i położył się na trawie. Uczyniłam to samo. Leżeliśmy wpatrując się w niebo, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Szybko poderwałam się z ziemi i otrzepałam tyłek. To była Vanessa. Zdenerwowana wybiegła przez bramę i koślawo przebierała nogami. Nie ukrywałam tego, że ten widok mnie rozbawił.
- Spotkamy się później? Chcę wiedzieć o co chodziło- zwróciłam się do Chad’ a. Pokiwał twierdząco głową, uśmiechnął się i dał mi szybkiego buziaka w policzek. Poszedł w kierunku domu rodziny Fox. Ja natomiast weszłam do środka i od razu naparłam na Allan’ a, który zdenerwowany krzątał się po salonie.
- Po pierwsze, pasuję mi to, że wyszła- zaczęłam- Po drugie, w ogóle cię nie rozumiem, no bo ONA to jakiś…- odchrząknęłam, ale kontynuowałam- A po trzecie, o co poszło?
- Wiedziałem, że to tak się skończy!- wrzasnął żywo gestykulując. Zdziwiona stałam z  założonymi rękoma. Brat był wściekły, ale smutek w jego oczach naprawdę mnie zmartwił.
- Myślałem, że się dla mnie zmieni! A ona mnie zdradziła…- wyznał już ciszej. Czemu mnie to nie zdziwiło?
- Nie będę mówić, że A NIE MÓWIŁAM, bo jeszcze nie miałam okazji, ale..- widząc jego minę natychmiast umilkłam. Westchnęłam ciężko i przyciągnęłam go do siebie. Objął mnie jeszcze mocniej i wtulił głowę w moje ramiona. Czułam się tak, jakby role się odwróciły. Jakbym to ja była starszą siostrą pilnującą mojego młodszego, niedojrzałego braciszka.
- Zauroczyła mnie. I była inna, niż by się wydawało- mówił półgłosem. Pokiwałam głową ze zrozumieniem. Teraz powinnam powiedzieć, że był naiwny, głupi i jak kolejny jej pionek poleciał na tą słodką panienkę. Jednak nie potrafiłam. Nie mu.
- Muszę być sam. Przyjdź do mojego pokoju jakoś jutro- rzucił i szybko popędził na górę. Słyszałam zamykanie drzwi i cisza.
- Logan?! Dylan?!- krzyknęłam z dołu.  Po chwili współlokatorzy brata zjawili się obok mnie.
- Nie mówcie, że przegapiliście to, co się tutaj działo- powiedziałam błagalnie.
- Nie przegapiliśmy, ale woleliśmy nie wchodzić im w drogę- wyjaśnił Dylan. Posłałam im wrogie spojrzenie. Jak oni mogą być tak zacofani?
- Teraz musicie go gdzieś zabrać. Na piwo, imprezę, do kina, gdziekolwiek- rozkazałam władczym tonem. Pokiwali twierdząco głowami.
- Obiecujemy- potwierdzili. Uśmiechnęłam się blado i sama powędrowałam do swojego pokoju. Wzięłam telefon i zobaczyłam, że Michael do mnie pisała.
przyjdz do nas jak bedziesz mogla ;)
Nic innego nie mam do roboty. Schowałam komórkę i wyszłam z domu.
*
Drzwi otworzył mi Matt. Uśmiechnęłam się na jego widok.
- Hej- przywitał się kiwając głową.
- Dzień dobry- odpowiedziałam. Wyszczerzył zęby i przepuścił mnie w drzwiach. Delikatnie otarliśmy się od siebie. Poczułam nagłe ‘porażenie prądem’. Wzięłam dwa wdechy uspokajając jednocześnie emocje i weszłam w głąb domu.
- No w końcu!- z góry zbiegła Avalon. Pociągnęła mnie do salonu,  w którym siedziała Michael z Oliverem i Chad’ em.
- Mama z Jaremie’ m poszli na zakupy, więc mamy trochę czasu na zdanie relacji- Avalon mrugnęła. Usiadłam obok Michael na kanapie i wpatrywałam się w każdego po kolei. Matt siedział naprzeciw mnie, na fotelu. Co chwile na niego spoglądałam, tak odruchowo.
- Nasza kochana mamuśka spotyka się z jakimś bogatym kolesiem- Szatynka się zaśmiała- to pierwsza sprawa.- westchnęła. Uśmiechnęłam się zachęcająco.
- I chciałabym, w zasadzie chcielibyśmy… - wyszczerzyła się do Chad’ a. Chłopak wstał, podszedł do Avalon i objął ją ramieniem.
- JESTEŚCIE RAZEM!!- dokończyłam, zerwałam się z kanapy i klasnęłam w dłonie. Towarzystwo zaczęło się ze mnie śmiać i wiwatować nowej parze. Uścisnęłam ich mocno.
- Nareszcie- jęknęłam.
- Że tak przerwę- wtrącił Oliver- idziemy dzisiaj na tą imprezę,  tak?
- Nie- zaprzeczyła ostro Michael. – Dzisiaj to my sobie robimy babski wieczór, a wy męski czy co tam chcecie- machnęła ręką.
- I wy u mnie też macie się w końcu stawić- zagroziłam  im palcem. Uśmiechnęły się niewinnie. Zdałam sobie sprawę, że głównie to przebywam u Avalon, a dziewczyny u mnie jeszcze nie nocowały.
Trochę głupio mi się zrobiło, ale wiedziałam, że przyjaciółki nie mają mi tego za złe.
- To idę po ubrania i wracam- powiedziałam ze śmiechem.
- Tylko się pospiesz- rzucił Oliver.  Spojrzałam na niego, przewróciłam oczami na ten idiotyczny uśmieszek.
- Uuuuu…- zanuciły dziewczyny. Prychnęłam i rozbawiona poszłam po potrzebne rzeczy, również pragnęłam sprawdzić, czy chłopcy dotrzymali słowa i zabrali gdzieś przybitego Allan’ a. 

                                                            ***
A więc jest 18,
już nie mogę się doczekać kolejnych, ponieważ mam pole do popisu i szykuję niezły przełom w opowiadaniu. 
Postaram się dodać 19 rozdział jak najszybciej.
No to jak? Wiem, że  większość znienawidziła Olivera, ale miejcie dla chłopaka litość (Ktoś mnie prosił o jego zdjęcie, ale zdjęcie jest w rozdziale 16, cz. 2 )
Jutro 18-stka kuzyna! Będzie się działo. Nie mogę się doczekać, chociaż w ostatnim tygodniu cały czas trułam mamie, że nie idę.
Najlepszego, Kamil! 
Rozdział dedykowany Natalii, która czeka i czeka. 
Do napisania.

niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 17.


Spodziewałam się naprawdę wszystkiego znając Tade' a, ale jednak chłopak przeszedł sam siebie! W salonie został tylko on i Oliver. Tańczyli do piosenki 'I'm sexy and I know it'. Gdyby tylko. Starali się ruszać tak jak w teledysku do utworu, ale byli w samych bokserkach. Matt zaczął się śmiać i zasłonił mi dłonią oczy. Przez ten moment liczyło się tylko to, że dotykał leciutko opuszkami palców mojej twarzy. Poczułam delikatne mrowienie, które rozeszło się po ciele. To taki mały, żartobliwy gest, ale jednak dla mnie bardzo ekscytujący. Słyszałam ciche gwizdnięcie Michael.
- Chłopcy, wiem, że to fajny kawałek, ale ubierzcie się chociaż ze względu na dziewczyny- rzucił Matt.
- Niech podziwiają nasze wdzięki!- wrzeszczał Oliver. Delikatnie zdjęłam dłoń Matt'a ze swojej twarzy i szybko ją puściłam. Za dużo emocji się we mnie zbierało. Przewróciłam oczami na widok skaczących chłopaków i wymieniłam spojrzenia z dziewczynami. Avalon wyłączyła muzykę i uśmiechnęła się szeroko. Tade z Oliverem zaczęli jęczeć, opuścili ramiona i jak skarcone dzieci usiedli na podłodze ze spuszczoną głową. Stałam z rozszerzonymi oczami podziwiając ich zdolność identycznego toku myślenia.
- Pewnie są tak nawaleni, że do południa to się już nie ruszą- powiedziała Michael zerkając na swój zegarek zapięty na nadgarstku. Przytaknęłam i złapałam się za głowę. Nagle poczułam ogromny ból, a po chwili kompletne wyluzowanie. Patrzyłam przymrużonym zrokiem na zaskoczonych i zaniepokojonych moim zachowaniem przyjaciół. Czułam się jak nie ja. Taka oderwana od rzeczywistości. Co chwilę śmiałam się, ale z własnych myśli. Wreszcie nadal półprzytomna położyłam się na podłodze z dala od wszystkich i starałam się usnąć.

                                    *
  Do moich nozdrzy dotarł zapach gorącej czekolady. Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się na wygodnym łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i zorientowałam się, że leżę w pokoju Avalon. Zaczęłam analizować wydarzenia z imprezy. Uśmiechnęłam się na przypomnienie miłej rozmowy z Matt'em. Później pamiętałam tylko obraz tańczącego Olivera z Tade'em.  Spojrzałam na szafkę nocną, stał tam kubek z ciepłym płynem. Wypiłam czekoladę i ponownie się przeciągnęłam.
- Jak się czujesz?- do pokoju weszła Michael. Uśmiechnęłam się krzywo.
- Jak ja się tutaj znalazłam?- zapytałam głupkowato. Przyjaciółka usiadła na łóżku i westchnęła.
-  Prawdopodobnie ktoś dosypał ci czegoś do drinka- jęknęłam. Czyli wszystko jasne. Zdenerwowałam się. Od razu obstawiłam na Vanessę, ale przecież one przyszły później, a ja już wtedy nie piłam.
- Na szczęście byłaś z nami. Matt zaniósł cię do Avalon, a później ogarnęliśmy Olivera i Tade'a- wyjaśniła z szerokim uśmiechem. Objęłam ramionami kolana i zachichotałam cicho. Michael szturchnęła mnie w ramię.
-Ale wpadłaś...- ciągnęła zadowolona. - Nareszcie!- rzuciła mi się na szyję.
- Z czego się tak cieszycie?- do pokoju weszła Avalon, jak zwykle z tym swoim uśmiechniętym wyrazem twarzy.
- Wspominamy dawne czasy- skłamałam. Co prawda, Avalon sama naciągnęła niedawno temat jej brata, ale póki do tego nie wracała, ja nie chciałam się takim faktem dzielić.
- Już jest OK?- zapytała troskliwie. Pokiwałam twierdząco głową. Posłałam im uśmiech i wstałam z łóżka. Spojrzałam na zegar wiszący nad drzwiami, wskazywał godzinę obiadową. Spostrzegłam, że nadal jestem w sukience z imprezy.
- Pożyczysz mi coś?- zwróciłam się do Avalon. Podeszła do swojej szafy, wyjęła ubrania i rzuciła mi je. Poszłam się przebrać do toalety. Wydawało mi się, że jest wolna, więc weszłam bez pukania. A w środku był Oliver! Miał mokre włosy, a ciało od pasa okryte białym ręcznikiem. Odwrócił się w moją stronę i uśmiechnął się ironicznie.
- Przepraszam- wyjąkałam szybko i zamknęłam drzwi. Chciałam zapaść się pod ziemię! Ta sytuacja strasznie mnie skrępowała, z drugiej jednak strony ogromnie bawiła. I w tym momencie ze swojego pokoju wyszedł zaspany Matt.  W szarych luźnych dresach, bez koszulki, z lekko potarganymi włosami. Wyglądał jeszcze seksowniej niż zwykle. Niektórzy bardziej zachwycaliby się chłopakiem w samym ręczniku, ale nie ja.
- Cześć- powiedział zachrypniętym głosem.
- Cześć-powtórzyłam zła na siebie, że mój ton jest znowu tak nieśmiały.
- Mam nadzieję, że nic ci nie jest- uśmiechnął się. Odwzajemniłam gest. Delikatnie przeczesał włosy palcami, jednocześnie nadając im lepszego wyglądu. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, na co momentalnie się obruszyłam i odskoczyłam o kilka kroków. Chłopak zaśmiał się cicho. Myślałam, że spalę się ze wstydu, znowu! Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, z toalety wyszedł Oliver. Przeczesał dłonią włosy tak jak wcześniej Matt i spojrzał na mnie jednocześnie uśmiechając się w ten sam sposób, kiedy weszłam mu do łazienki. Zacisnęłam zęby. Zawsze to mnie musi przytrafić się coś takiego. Nie dosyć, że ponownie stał w ręczniku, to obok miałam Matt'a. Zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona niż przy rozmowie z Brunetem i bez słowa wparowałam do toalety. Wzięłam kilka wdechów i przebrałam się w luźniejsze ubrania.
   Przeczesałam palcami nadal proste włosy i przemyłam twarz. Zmyłam resztki makijażu. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze i wróciłam do pokoju, w którym były dziewczyny. Nawet nie wspomniałam o wydarzeniu sprzed paru chwil.
- W luźnej wersji też jesteś śliczna. Nienawidzę cię!- zażartowała Avalon. Zaśmiałam się. Usłyszeć taki w zasadzie komplement od dziewczyny to bardzo miła rzecz. Nie oszukujmy się, większość nastolatek tylko patrzy, jak dopiec tej drugiej.
- Jak wygląda dół?- przypomniałam sobie, że mama bliźniaków miała przyjechać. Poczułam się odpowiedzialnie za stan po imprezie, nawet jeżeli to nie był mój dom.
- Spokooo- przeciągnęła Avalon- tak jak mówiłam, wynajęłam serwis sprzątający i dół wygląda idealnie- wyszczerzyła się. Pokiwałam głową z uznaniem. Usłyszałam dźwięk swojej komórki. Zaczęłam szukać jej po całym pokoju. Kiedy wyszperałam telefon z torby, dziewczyny się zaśmiały. Przewróciłam oczami i odebrałam. Dzwoniła mama. Pierwszy raz od pobytu w Los Angeles. Zastanawiałam się, czy najpierw na mnie nawrzeszczy, czy zafunduje długie i pouczające kazanie. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, ale nie zdążyłam się nawet odezwać.
- Dzień dobry, kochanie- rodzicielka wydawała się trochę zmartwiona.
- No hej, mamo- starałam się mówić, jakbym nic nie podejrzewała- Mam nadzieję, że nie jesteś zła za mój wyjazd....
- Skądże. Zadzwoniłabym wcześniej, ale mieliśmy tyle pracy, wyjazdów, ciągłe telefony. Urwanie głowy- zaśmiała się- Jak ci się tam żyje?
- Jest świetnie- przyznałam- Myślę nawet o przeprowadzce tutaj na stałe- oznajmiłam całkiem poważnie. Po drugiej stronie zapanowała chwilka ciszy, ale słyszałam, jak mama się uśmiecha.
- To wspaniale, córeczko. Jeżeli myślisz poważnie o Los Angeles, oczywiście my z ojcem pomożemy ci ze wszystkim- przytaknęłam sama sobie. Jeszcze tak z mamą nie rozmawiałam. Wszystko co lepsze działo się właśnie w tym mieście. To musiało coś znaczyć.
- Muszę już kończyć, Nathalie, ale mam nadzieję, że nas niedługo odwiedzisz- i znowu zmieniła się w przepracowaną matkę. Westchnęłam ciężko.
- Jasne, na razie- rozłączyłam się. Avalon z Michael przyglądały mi się podczas rozmowy, nawet chyba ją słyszały. Jak na komendę wstały i się do mnie przytuliły. Wsparcie przyjaciół. Wcześniej miałam tylko Michael, teraz również Avalon, Chad'a, Matt'a... Zupełnie coś nowego. Lepszego. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb. Byłam już przekonana, że możemy razem góry przenosić, że oni mi pomogą w każdej sytuacji.
       Po kilku minutach zeszłyśmy na dół. Ciągle bawiłam się ciut za dużymi dresami, które pożyczyła mi Avalon. Michael co chwila zerkała na mnie z ukosa  i zaczynała się śmiać. Sama nie wiem co się działo. Cały czas myślałam o Matthew.
Salon był wysprzątany na błysk. Wszystko idealnie na swoich miejscach. Poczułam wielką ulgę. Martwiłam się wcześniej, że nie zdążymy chociażby z lekka ogarnąć domu.
Skierowałyśmy się do kuchni. W pomieszczeniu znajdowali się już chłopcy. Mieli już wszystkie części garderoby. Unikałam ich spojrzenia, nie mam pojęcia czemu. Błądziłam wzrokiem po całej kuchni, aż w końcu ruszyłam się z progu i usiadłam przy stole podpierając głowę łokciem. Dziewczyny usiadły po moich dwóch stronach zerkając na mnie co chwila. Czułam się osaczona, ale strasznie mnie to bawiło. Chłopcy natomiast zajmowali się śniadaniem. W wersji kuchareczek wyglądali naprawdę uroczo. Oliver co chwilę szeptał coś Matt'owi na ucho.
- Nathalie, pomożesz?- poprosił Oliver odwracając się z niewinnym uśmiechem. Wiedziałam, że robi to specjalnie.
- On sobie nie poradzi jak mu nie pomożesz, Nath- powiedziała Avalon z uśmiechem. Michael wstała i najnormalniej w świecie plasnęła ją w głowę. Posłałam przyjaciółkom wrogie spojrzenie. I po co to było? 
Podeszłam do Olivera i zobaczyłam o co mu chodzi. Nie potrafił pokroić zwykłego pomidora? Jasne. Przewróciłam oczami, chłopak ustąpił mi miejsca. Stanęłam obok Matt'a i zaczęłam kroić warzywo. Zerknęłam na Bruneta, spotkałam się  z nim wzrokiem. Uniosłam kącik ust i wróciłam do poprzedniej czynności. Poczułam jak Oliver mnie obejmuje i kładzie swoje dłonie na moich. Chciał nimi kierować. Pachniał migdałami. Miło czułam się wiedząc, że ktoś stara się ze mną flirtować, ale przecież i była druga opcja. Może po prostu chciał się zaprzyjaźnić, w co szczerze wątpiłam. Nie odepchnęłam go. Może rzeczywiście czułam się trochę niekomfortowo, ale przyjemnie. Tylko to. Nie było żadnej ekscytacji jak przy Matthew. I choć to dziwne, nienormalne.. To zrozumiałam wtedy, że ja go pokochałam. Nie mam pojęcia jak, ale po prostu byłam pewna.
- Przepraszam za tą łazienkę, powinienem zamykać drzwi- Oliver szepnął mi na ucho. Pokiwałam głową na znak, że jest w porządku i wydostałam się spod jego uścisku.
Usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałam na dziewczyny, które posłały w moją stronę już setny uśmiech tego dnia. Do kuchni wbiegł mały Jaremie. Ucieszyłam się na widok dzieciaka.
- Skarbie!- krzyknęła Avalon i wyściskała braciszka. Mały chłopczyk podbiegł do mnie i przytulił się mocno. Ukucnęłam i zmierzwiłam mu włosy.
- Jak było?- zapytałam z uśmiechem.
- SUPER!- odkrzyknął. Pobiegł do Matt'a o mało co się nie wywalając, później 'dżentelmeńsko' podał dłoń Oliverowi. Michael podeszła do Jaremie'go i przytuliła chłopczyka. Zdziwiony również ją objął.
- Trzy lata to jednak sporo- stwierdziła puszczając brata bliźniaków.
- Michael? Oliver?- w pomieszczeniu znalazła się również Theresa z torbami. Zdziwiona podeszła do obojga i wyściskała ich mocno.
- Moi kochani! Michael, jak dawno cię nie było! A Oliver jak ty wyprzystojniałeś...- Theresa komplementowała speszonych osobników. Uśmiechali się lekko i kiwali głową.- Co was sprowadza? Na ile zostajecie?
- Ja przyjechałam do Avalon i Nathalie. Tak się złożyło, że z Nath jesteśmy przyjaciółkami- wyjaśniła Michael.
- A ja może zostanę tutaj na jakiś czas...- przeciągnął Oliver. Theresa uśmiechnęła się szeroko i westchnęła radośnie. Jaremie wyciągnął swoje zabawki i poszedł do salonu się bawić.
- Muszę wam coś powiedzieć- oznajmiła pani Fox. Wszyscy czekaliśmy na informację, która wydawała się niesamowicie ważna- Od kilku miesięcy spotykam się z pewnym mężczyzną.
- Yyy.. Że co?! Od KILKU MIESIĘCY?!- gestykulowała Avalon. Wszyscy staliśmy cicho. W zasadzie nie dziwiłam się. Piękna kobieta bez faceta musiała w końcu kogoś poznać. Ale od kilku miesięcy, żeby taki fakt ukryć, to trochę dziwne. Nie chcąc się dalej mieszać, musiałam się wycofać. Wiedziałam, że szykuje się coś większego, a ja tam ich wszystkich znałam najmniej.
- To ja pójdę do Jaremie'go- powiedziałam i szybko wyszłam.
Usiadłam przy chłopczyku i uśmiechnęłam się lekko. Podał mi kilka różnokolorowych mini samochodów.
- Włączymy bajkiii?- zapytał wlepiając we mnie wzrok.
- Jasne- pogłaskałam go po włoskach i włączyłam telewizor. Usiedliśmy na sofie. Wyszukałam jakieś animowane seriale i spojrzałam w stronę kuchni. Było dziwnie cicho. Do nas przyszedł Oliver.
- I jak?- zwróciłam się do niego. Usiadł obok mnie i uśmiechnął się.
- Nie jest źle- przyznał. Pokiwałam głową.
- Ja powinnam się zbierać- rzuciłam. Skoro przyszedł do mnie i Jaremie'go, chłopczyk nie będzie już sam. Nie czekając na jakąkolwiek reakcję popędziłam na górę. Z pokoju Avalon zabrałam swoje torby i z powrotem podreptałam na dół. Nieśmiało weszłam do kuchni.
- Będę już lecieć. Miło było- oznajmiłam.  Przytuliłam się z dziewczynami.
- Do zobaczenia- rzuciłam wychodząc z pomieszczenia.
- Do zobaczenia- powtórzył Matt. Przygryzłam dolną wargę i nie odwracałam się.
- Na razie, Jaremie!- krzyknęłam otwierając drzwi.
     Wróciłam do domu. Położyłam torby na podłodze i wyjęłam z nich telefon. Schowałam go do kieszeni i ruszyłam do salonu.
- Ja pieprzę- wyrwało mi się, kiedy zobaczyłam co tam się dzieje. Zastałam brata. Gdyby tylko samego. Całował i obmacywał się z... Vanessą. Myślałam, że eksploduję! Dziewczyna spojrzała na mnie z wielkim uśmiechem na ustach. Zacisnęłam dłonie w pięści i pobiegłam na górę. Bez pukania weszłam do pokoju Logana. Siedział razem z Dylanem. Grali na gitarze.
- Wiecie co się dzieje na dole?- zapytałam z narastającą wściekłością.
- Allan prosił, żeby mu nie przeszkadzać, bo zaprosił dziewczynę, a co?- wyjaśnił Dylan.
- A to, że ta jego dziewczyna to Vanessa- westchnęłam. Widziałam zaskoczone miny chłopaków. 'No tak, ale mi przyjaciel..'- przeszło mi przez myśl. Zostawiłam ich i weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Napisałam sms-a do Michael.
Bedziesz mieszkac u mnie czy Avalon?
Wysłałam i czekałam leżąc na łóżku i wpatrując się w sufit. Odpisała po paru minutach.
jak allan sie zgodzi to jutro wbijam  do ciebie ;D
Uśmiechnęłam się. Po paru sekundach napisała znowu.
jutro planujemy isc na jakas impreze! to tak zebys sie nastawila skarbie ~oliver
Zaskoczona odłożyłam komórkę. Chyba znajomość z Oliverem nie wyjdzie mi na dobre. Z drugiej strony czułam się bardzo miło będąc 'adorowana' przez niego. Jasne, że smuciłam się z powodu Matt'a, którego darzyłam ogromnym uczuciem,a póki co nie było między nami jakichś znaczących sytuacji, przynajmniej dla niego. I w tym momencie odtworzyłam te chwile, w których w jakiś sposób byliśmy blisko siebie. Uśmiechnęłam się na przypomnienie sobie niefortunnego upadku ze schodów, przeturlania się i wylądowania na ziemi z Matt'em, który był bez koszulki. Po raz kolejny ścisnęło mnie w żołądku. Westchnęłam i złapałam się za miejsce, w którym 'latało' tysiące motyli. Zaśmiałam się i zamknęłam oczy w oczekiwaniu na miły sen. Nie chciałam zawracać sobie głowy Vanessą i Allan'em. Było to niesmaczne, okropnie niesmaczne.
                                                            ***
Witajcie!
Dość długo mnie nie było na blogu, ale to jest tak, że mam multum pomysłów w głowie a jak już siadam do pisania to sama nie wiem od czego zacząć.Także przepraszam bardzo.
Rozdział jest.. Trudno określić. Na pewno sama zaczynając pisać to opowiadanie, nie spodziewałam się, że będę dołączać takiego bohatera jak Oliver.
I jeszcze chciałam coś wyjaśnić. Chodzi o Nathalie i Tade' a. Ostatnio przeczytałam komentarz, że ich przyjaźń jest przesadzona, że Nathalie od tak mu wybaczyła, a była taka wściekła. Rzeczywiście na to by wychodziło, ale ktoś, kto czyta opowiadanie cały czas, powinien wiedzieć, że Nathalie owszem, była strasznie zdenerwowana i rozczarowana, ale kiedy w jej życiu pojawił się ktoś taki jak Matt, wszystko minęło. Również rozmowa bodajże w 9 rozdziale wyjaśnia co dotarło do głównej bohaterki. 
Bardzo dziękuję za ponad 2000 wyświetleń i 113 komentarzy! 
Ostateczną opinię zostawiam Wam. Do następnego.                                                              PS. Gorąco zapraszam na startującego bloga znajomej: Dhampirzyca Ma ciekawe pomysły i myślę, że warto tam zajrzeć.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 16, cz. 2

Powoli schodziłyśmy po schodach. Skierowałam się do skrzynek z alkoholem, wyjęłam kilka butelek i położyłam na stolikach. Avalon podeszła do mnie z dwoma szklankami.
- To tak na rozgrzewkę- mrugnęła. Zrobiła nam drinki. Usłyszałam dzwonek, przyjaciółka od razu popędziła otworzyć. Do domu wparowała spora grupka nastolatków zachwycająca się wystrojem. Przykleiłam uśmiech i w spokoju stałam przy stoliku z drinkiem w dłoni. 
-Matt miał tu być!- Avalon chodziła zdenerwowana.- Sama idę puścić muzykę- postanowiła i podeszła do swojego laptopa. Zaśmiałam się. Podłączyła go pod głośniki i włączyła piosenki, które wybrałyśmy dzień wcześniej. Ponowny dzwonek. Tym razem ja ruszyłam do drzwi. Kolejna duża grupa. Wpuściłam ich do środka, ale najważniejszych osób nie było. Spojrzałam na niektóre wystrojone dziewczyny, które po prostu bawiły się na całego. Już niektórzy zdążyli wypić sporą dawkę alkoholu. Impreza się rozkręcała. 
      Siedziałam na schodach i obserwowałam balowiczów. Avalon strasznie zdenerwowała się na brata, a teraz była wśród swoich znajomych. Wydawało mi się, że ta impreza będzie wyglądać trochę inaczej. I w tym momencie do środka wszedł Allan z kolegami.  Uśmiechnęłam się i bez zastanowienia podeszłam do brata. Nic nie powiedział, tylko wyciągnął rękę. Złapałam za nią i ruszyliśmy na 'parkiet'. Przetańczyliśmy dwa utwory.
- Dla kogo tak ładnie wyglądasz, co?- zapytał przekrzykując muzykę. Wzruszyłam ramionami.
- Dla nikogo!- Allan szturchnął mnie w łokieć i z szerokim uśmiechem wrócił do znajomych. Do mnie podbiegła podekscytowana Avalon.
- Chodź do kuchni!- pociągnęła mnie za rękę i weszłyśmy do pomieszczenia. Zobaczyłam Matta, obok niego jakiegoś przystojnego chłopaka, którego widziałam po raz pierwszy w życiu i co najważniejsze osobę, której się zupełnie nie spodziewałam- MICHAEL! Skierowałam się w jej stronę i mocno przytuliłam.
- Co ty tu robisz!?- zapytałam szczęśliwa.
- Tak się złożyło, że Avalon to moja stara znajoma- zanuciła.
- Wymagało to ode mnie wiele trudu, ponieważ musiałam pogadać z twoim pozbawionym wyrafinowania i rozumu braciszkiem, ale ściągnęłam ją tutaj - powiedziała Avalon z satysfakcją. Uśmiechnęłam się, ponownie przytuliłam Michael i spojrzałam na tajemniczego chłopaka opierającego się o blat. Trzeba przyznać, że wyglądał bardzo dobrze. Jasne, ułożone we wszystkie strony włosy, zielone oczy, ciemna karnacja, i oryginalne rysy twarzy.
- Oliver- podał mi dłoń. Uścisnęłam ją.
- Nathalie.
- To nasz kuzyn, zostanie w Los Angeles- po słowach Avalon skojarzyłam fakty. Dziewczyna chciała wyswatać mnie ze swoim kuzynem, a żebym się nie denerwowała, zaprosiła Michael. Posłałam jej wrogie spojrzenie, na co kilka razy zamrugała oczami i zrobiła minę zbitego psiaka.
- Um, zatańczymy?- zapytał Oliver. Pokiwałam twierdząco głową, spojrzałam po kolei na wszystkich i poszłam z chłopakiem zostawiając resztę towarzystwa. 
      Miał wyczucie. Akurat zaczęła lecieć piosenka Snow Patrol- New York. Oliver nieśmiało położył dłonie na mojej talii, a ja swoje na jego ramionach. Powoli ruszaliśmy się w rytm piosenki patrząc sobie w oczy. Unosił kącik ust. W pewnym momencie wyobraziłam sobie taki taniec z Mattem, jego dotyk... Zaczęłam patrzeć w inną stronę. Musiałam odgonić od siebie takie myśli.
     Grzecznie podziękowałam za taniec i powoli wróciliśmy do reszty. Zastaliśmy Michael, Chad' a i Avalon. Posłałam w stronę Avalon cwany uśmieszek. Przeprosiłam Blondaska i zgarnęłam drugą przyjaciółkę na bok, wskazując oczami Chad' owi, że ma w końcu zacząć działać. W kuchni zaczęło roić się od jakichś obcych osób, które chciały w spokoju porozmawiać.
- Co u ciebie słychać?- Michael zapytała z uśmiechem.
- Zmiany- odparłam.- Jest inaczej... Zaczyna się układać.
- Masz na myśli tego chłopaka?- ściszyła głos i kiwnęła głową w inną stronę. Odwróciłam głowę przez bark i ujrzałam wchodzącego Matta. Westchnęłam lekko.
- Kiedy tylko weszłaś, od razu na niego spojrzałaś, i to tak - szukała słowa znacznie gestykulując. Teatralnie przewróciłam oczami, ale nieśmiało pocierałam dłonie.
- Rozumiem, że teraz jesteś w nim zakochana w tajemnicy- zaśmiała się, ale była zadowolona.
- Mhm- przytaknęłam potwierdzając - a co u ciebie?- dodałam zmieniając temat.
- Praca, praca, praca.. Pomagam mamie w księgarni, żeby się nie przepracowała - pokiwałam twierdząco głową. 
Poczułam, że ktoś się do mnie przytula oplatając mnie ramionami i dłońmi wokół brzucha. Po czarnym rzemyku na nadgarstku wiedziałam, że to Tade. Odepchnęłam go.
- Proszę, powiedz, że jesteś jeszcze trzeźwy- powiedziałam lustrując chłopaka od góry do dołu. Uśmiechnął się pod nosem.
- Ae ja se tylko bawe- powiedział gubiąc niektóre litery. Jęknęłam.
- Usiądź tutaj- wskazałam dłonią na krzesło przy stole- i siedź. Aż poczujesz, że możesz wracać do domu.
- Docenam, ze se o mnie tlosczys- mówienie szło mu coraz gorzej. Kiedy usiadł, od razu położył głowę na stole i podparł się łokciami.
- Coś przegapiłam?- zapytała zdezorientowana Michael. Zaśmiałam się.
- Jesteśmy czymś w rodzaju przyjaciół- powiedziałam sama w to nie wierząc.
- Tade nie jest zdolny do przyjaźni- przewróciła oczami.
- I tego się obawiam- spojrzałam na niego i wykrzywiłam twarz. 
- Na ile zostajesz?- zapytałam po chwili. Uśmiechnęła się.
- Tydzień- odpowiedziała radośnie. Wyszczerzyłam zęby. Nareszcie będę mogła jej wszystko opowiedzieć, ze szczegółami.
Odwróciłam się, żeby zobaczyć jak idą sprawy między Avalon a Chad' em. Cały czas rozmawiali, dziewczyna spuszczała głowę uśmiechając się promiennie. Z tego może coś być. Napotkałam wzrok Olivera. Szybko się odwróciłam. 
- Idę się napić- powiedziała Michael, mrugnęła i poszła do salonu. Zaskoczyłam się. Michael i alkohol? Ostatnio trzeba było ją namawiać, żeby chociaż wzięła jednego łyka. Sama również wzięłam szklankę z drinkiem ze stołu.
- Jak się bawisz?- obok mnie zjawił się Oliver. Przywołałam lekki uśmiech.
- Całkiem dobrze- odparłam. Przytaknął i spojrzał na Matta. Dyskretnie zerknęłam w tamtą stronę. Chłopak  spotkał się ze mną wzrokiem, ale szybko go odwrócił. 
- Chodźmy potańczyć- powiedział zachęcająco Oliver. Uśmiechnęłam się i ponownie znaleźliśmy się na parkiecie. Nie mam pojęcia, czemu się zgodziłam. Wolałam dyskretnie obserwować Matt' a. 
Tańczyliśmy do szybkich piosenek. Powoli miałam dość, i Oliver chyba też. Nie chcąc przekrzykiwać muzyki wskazałam  gestem, że jestem wyczerpana. Wzruszył ramionami. Bez słowa odeszłam do stolików. Usłyszałam, że ktoś wchodzi i zobaczyłam Vanessę, Olivię, Reachel i prawdopodobnie barmana z klubu Inspiration Night. Byłam pewna, że nie zostały zaproszone. Z kuchni od razu wyłoniła się Avalon. Na ich widok zmrużyła oczy, a przez jej twarz przebiegło rozgoryczenie. Podeszłam do nich.
- Nie zapraszałam was!- warknęła Avalon.
- My nie potrzebujemy zaproszenia. Powinnaś się cieszyć, że przyszłyśmy- powiedziała z satysfakcją Olivia. Przewróciłam oczami. Zaśmiały się wszystkie w trójkę i ruszyły do stolików. Zwróciłam się do barmana.
- Robisz za przyzwoitkę?
- Coś w tym rodzaju- odrzekł niechętnie i wrócił do towarzyszek. Prychnęłam i spojrzałam na Avalon. 
- Teraz to wszystko mi jedno. Jestem nawalona i mam zamiar się bawić!- podniosła dłoń do góry, zaczęła nią wymachiwać i wróciła do kuchni. Cieszyłam się, że nie piłam dużo. Mogłam kontrolować niektóre sytuacje. A goście bawili się grzecznie, więc nie trzeba było żadnych interwencji. Zostawiłam tą imprezę i skierowałam się na górę wchodząc po schodach. Najzwyczajniej chciałam po prostu położyć się w byle jakim łóżku i pójść spać.
Zobaczyłam Matta wychodzącego ze swojego pokoju. 
- Wszystko w porządku?- zapytał podchodząc bliżej. Pokiwałam twierdząco głową. 
- Czemu nie jesteś ze wszystkimi, na dole?- zwróciłam się do niego unosząc głowę.
- Mógłbym spytać o to samo- uśmiechnął się. - Nie mam dziś nastroju na imprezowanie.
- Rozumiem- westchnęłam. Przy nim czułam się strasznie niepewnie. Jak taka mała, bezbronna dziewczynka, która za wszelką cenę chce się do kogoś przytulić, żeby nie wywrócić się na prostej drodze. 
- Co z Oliverem?- zapytał po chwili. 
- Z Oliverem? Sam się chyba wystarczająco bawi- odparłam szczerze. 
- Wracamy na dół?
- Nie ma mowy - zaprzeczyłam szybko - na dole jest Vanessa i jej zgraja - wykrzywił twarz w grymasie i usiadł na podłodze opierając się o ścianę. Poklepał miejsce obok siebie. Niepewnie usiadłam, na co uniósł kąciki ust.
- Pięknie wyglądasz- powiedział nadal z uśmiechem. Zasłoniłam twarz kurtyną włosów i wymamrotałam ciche dziękuję.
- Opowiesz mi coś o sobie?- zapytał odwracając głowę w moją stronę. Zaśmiałam się.
- Jestem z Chicago. Może i nie wyglądam, ale uwielbiam komedie romantyczne, mój ulubiony kolor to czerwony, kocham rysować, i bardzo chciałabym zobaczyć Simple Plan na żywo- wyszczerzyłam zęby, ale obawiałam się, że się wygłupiłam. Chłopak cały czas mi się przyglądał. 
- A marzenia? Plany?- westchnęłam.
- Moje marzenie, aby być daleko od siostry się spełnia - zaśmiał się - a jeżeli chodzi o plany... Mam zamiar zostać w Los Angeles. Podoba mi się tutaj. Jest o wiele lepiej niż wcześniej- pokiwał twierdząco głową. Chciałam, aby to nie okazało się zwykłym snem.
- Teraz Ty mi coś opowiedz- zażądałam.
- Od dziecka mieszkam w LA, mój ulubiony kolor to zielony, staram się mieć dobre relacje z Avalon, uwielbiam jeździć na desce, czasami trochę pobrzdąkam na gitarze, bardzo lubię Maroon 5. Moje marzenie to gra w jakimś hollywoodzkim filmie- uśmiechnęłam się- I staram się żyć tym co jest- słuchałam go uważnie, jego głos wyprowadzał z równowagi, mogłam go po prostu podziwiać i to nie było by dziwne, ponieważ go słuchałam. Byłam pod wrażeniem. Pierwszy raz rozmawialiśmy ze sobą otwarcie, tak przyjemnie. Nie zastanawiałam się ani chwili, czy on nie jest osobą, której mogę zaufać. Wiedziałam, że mogę mu wyśpiewać cały mój życiorys, że chcę mu wszystko opowiedzieć. No i słuchać tego głosu, który działał na mnie jak narkotyk. 
- Tu jesteście!- usłyszałam głos Avalon. W tamtym momencie pragnęłam ją po prostu udusić! Za nią przybiegła również Michael posyłając mi przepraszające spojrzenie.
- Oliver spiknął się z Tade' em i zaczyna się robić nieciekawie. Większość gości już wyszła- wyjaśniła brązowowłosa. Westchnęłam ciężko. Matt się podniósł i pomógł mi wstać. Przy dotknięciu naszych dłoni przeszedł przeze mnie lekki wstrząs, jak porażenie prądem. Posłałam mu łagodny uśmiech i wszyscy zeszliśmy na dół. Miałam chęć zabić tych dwóch oszołomów!

                                                        ***
Cześć!
Nareszcie dodałam, nareszcie napisałam. Podoba mi się to, że sugerujecie jakiś temat w komentarzach, uwielbiam takie czytać! Napracowałam się  trochę nad tym rozdziałem i myślę, że wyszedł dosyć fajnie. Macie naszego ukochanego Matta! Co sądzicie o pojawieniu się Olivera?
To zdjęcie odzwierciedlające wygląd nowego bohatera:



    



















PS. Robię porządki na blogu, pod zdjęciem postaci Olivera widniała moja a'la niespodzianka dla czytelników, ale ją usunęłam. Były to zdjęcia, na których trzymałam kartkę z napisem: I <3 my readers! Z perspektywy czasu myślę, że zrobiłam trochę bezsensownie. Od początku na blogu znajdowałam się jako anonimowy użytkownik. Mówi się trudno, teraz trochę dojrzałam i usunęłam te zdjęcia. Postąpiłam w taki sposób, który był dla mnie słuszny. Miłego czytania. 




sobota, 27 kwietnia 2013

Versatile Blogger Award.

Dzisiaj trochę inny post.
Zostałam nominowana do Versatile Blogger Award. Osobiście mnie takie zabawy nie kręcą, i chyba już wiecie, że sama nie nominowałam wcześniej blogów do Liebster Award. Nie mam pojęcia o co chodzi z tą nominacją, ale postaram się zrobić to jak należy. 



Zasady:
1. Podziękować nominującemu blogerowi u niego na blogu.
2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award u siebie na blogu.
3. Ujawnić 7 faktów o sobie. ( :O)
4. Nominować min. 7 blogów, które Twoim zdaniem na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.

Zasady wzięłam od Aleksji, która mnie również nominowała. DZIĘKUJĘ CI BARDZO!

A więc oto 7 faktów o mnie:
1. Mam młodszego brata, którego bardzo kocham, ale nie ma dnia bez kłótni i sprzeczek o zwykłe błahostki.
2. Myślałam, że rzucę tego bloga od razu po pierwszym poście. Nie liczyłam na taki rozwój wydarzeń, a teraz aż szkoda się wycofać. Tutaj wiem, że ktoś docenia to, co robię.
3. Kocham komedie romantyczne i wyciskacze łez, chociaż na taką nie wyglądam. ;)
4. KAŻDA moja 'dieta' kończy się zanim się zacznie.
5. Nie cierpię, kiedy ktoś chcę mnie podporządkować pod swoje dyktando i pragnie mną rządzić. Również takim ludziom współczuję i mam ich dosyć.
6. Nathalie jest uosobieniem mnie, tak jak i pozostałe postacie żeńskie  na tym blogu są oparte na konkretnych osobach.
7. Bez nowych przyjaciół po prostu załamałabym się w gimnazjum. Są najlepsi.

OK. Teraz czas na nominację, ale dam tylko 3 blogi, które bardzo lubię. Gdybym nie była leniwa, nominowałabym więcej. I przepraszam, jeśli Wasze blogi się tutaj nie znalazły, nie znienawidźcie mnie. ;)
Kolejność przypadkowa:

MISTYCZNA AKADEMIA, prowadzona przez Wakako.

PAIN AND LAUGH, prowadzony przez Aleks.

DHAMPIRZYCA, prowadzona przez Meg Chan.

                       ***
Dziękuję za przeczytanie, wszystkie miłe komentarze i tyle wyświetleń bloga. Niedługo ukaże się kolejny rozdział+ mała niespodzianka specjalnie ode mnie. :)


sobota, 20 kwietnia 2013

Rozdział 16, cz. 1


 Uchyliłam ciężkie  powieki i przeciągnęłam się na łóżku. Miałam wyśmienity humor. Wypuściłam powietrze z płuc na myśl o dzisiejszej imprezie. Z uśmiechem wygrzebałam się z cieplutkiego łóżka i usiadłam przy oknie rozkoszując się pobudką nowego dnia. Obserwowałam coraz mocniej przygrzewające słońce, dzieci bawiących się na chodniku, rowerzystów, inne domy. Miałam widok na wiele rzeczy. Przez dłuższą chwilę nie myślałam o żadnych problemach. Po prostu skupiłam się na czymś zupełnie innym, niepotrzebnym, a jednak tak ważnym. 
    Otrząsnęłam się z 'transu' dopiero po usłyszeniu pukania do drzwi. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Allan'a uśmiechającego się lekko.
- Zaproszenie nadal aktualne?- zagadał siadając na łóżku. 
- Jasne- wzruszyłam ramionami.
- A mogę zarezerwować jeden taniec z najlepszą siostrą pod słońcem?- zmrużyłam oczy.
- Dosypali ci czegoś, że się tak podlizujesz?- zażartowałam - Jasne, że możesz- powiedziałam i zostawiając go samego pokierowałam się do kuchni. Wyjęłam z lodówki pomidory, ogórki, ser, szynkę, twarożek.. I zrobiłam kanapki dla wszystkich domowników. Zaparzyłam herbatę i nie czekając aż zejdą, zaczęłam pałaszować.

   Po skonsumowaniu śniadania wróciłam do pokoju. Brata już nie było. Wzięłam notes i ołówek, ponownie władowałam się po pościel. Przez chwilę zastanawiałam się co narysować, ale pomysł sam przyszedł. Zrobiłam kilka lekkich kresek i wyszło. Rysowanie to jedna z moich pasji. Zostało tak od dziecka, nigdy nie porzuciłam tego hobby.

Po skończeniu rysunku uśmiechnęłam się łagodnie. Narysowałam wizję imprezy. Tańczących ludzi, siedzących, pijących, pojawił się również Matt z Avalon. Pozostali to wymyślone postacie, które wyglądały prawie tak samo. 
Spojrzałam na godzinę. Zegar wskazywał 12. Westchnęłam i ruszyłam do toalety. Napuściłam pełną wannę i weszłam do letniej wody. Odprężyłam się totalnie. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się spokojem. Moja głowa roiła się od przeróżnych wizji jakie mogą się zdarzyć. Nie chodziło tylko o imprezę, jednak o sam pobyt w Los Angeles. I wtedy po raz pierwszy od wakacji w tym mieście poważnie pomyślałam o rodzicach. Co robią, jak się czują, czy tęsknią..
    Owinęłam się ręcznikiem, związałam włosy i wpakowałam kosmetyki do niewielkiej, ale pojemnej torebeczki. Skoro Avalon chciała, abym przyszła wcześniej, to z pewnością chodziło jej o przygotowania. Ubrałam zwykły dres i wyszłam z łazienki. Schowałam torebeczkę do większej, wpakowałam tam również szpilki. 
Wzięłam swój telefon i wybrałam numer do Tade'a. Zupełnie wyleciało mi z głowy zaproszenie go na imprezę. Odebrał po dwóch sygnałach.
- No siema, co tam?- usłyszałam po drugiej stronie.
- Masz może nastrój na imprezę?- zapytałam zachęcająco.
- Znasz mnie- odpowiedział ze śmiechem w głosie.
- W takim razie przyjdź o 20 do Avalon. Wiesz gdzie- zakończyłam rozmowę. Nie wiedziałam, czy powinnam była to robić. Z drugiej strony, może chłopak spotka jakąś ciekawą osobę na owej imprezie? I może wreszcie znajdzie kogoś, kto będzie go kochał takim jaki jest. 
   Cały czas chorobliwie kontrolowałam zegarek. Mimo obaw, nie mogłam się doczekać. Chyba obudziła się we mnie cząstka dawnej osoby, którą schowałam  głęboko, głęboko w sobie. Byłam tylko ciekawa, czy to dobrze. 
   Przechadzałam się z jednego kąta w drugi, aż w końcu włączyłam laptopa i puściłam kolejny odcinek mojego ulubionego serialu, 'Pamiętniki Wampirów'. Osobiście uważam, że Elena powinna być z Damon'em, ale okaże się. 
- No i znowu wybrała Stefana..- mruknęłam oburzona po skończeniu ostatniej sceny. Kiedy się wkręcałam, to przeżywałam wszystkie emocje wraz z aktorami, po prostu nie mogłam nieraz pohamować radości czy smutku. Teraz również tak było, popłakałam  się przy odcinku. Poszłam do toalety, żeby ogarnąć w miarę twarz, ale to nie było takie łatwe. Miałam spuchnięte oczy, które wróciły do normalności dopiero po nałożeniu sporej ilości pudru.  
     Wzięłam swoje torby, wieszak z sukienką i równo o 16 wyszłam z domu. Zapukałam do drzwi przyjaciółki i zaczęłam zniecierpliwiona tupać nogą. Otworzyła z masą papilotów na głowie i łyżeczką w buzi. Zaśmiałam się.
- Wlaz- wysepleniła. Przepuściła mnie w drzwiach a ja od razu skierowałam się do salonu. Zastawiony był przekąskami, pojawiły się skrzynki  z alkoholem, oraz kilka drobnych ozdób. Prawdziwa impreza.
- Idziemy- przyjaciółka pociągnęła mnie na górę do swojego pokoju. Na drodze napotkałyśmy Matt'a.
- Uważaj, siostrzyczko, bo nie zdążysz!- nie podarował sobie kąśliwości, przez co dostał kilkoma poduszkami z pokoju dziewczyny.
- Rozumiem, że Twoje hormony starają ujrzeć światło dzienne, ale na litość boską, pohamuj się!- zażartował.
- Masz nie przeszkadzać! I jedź już, powinien wylądować- uśmiechnęła się i zamknęła drzwi na klucz.
- Kto powinien wylądować?- zapytałam, ale napotkałam karcący wzrok przyjaciółki- Wszystkiego dzisiaj się dowiem, tak?
- Otóż to.
- Nie wychodzi Ci bycie tajemniczą- podsumowałam wytykając jej język.
- Ale jeszcze nie wygadałam ci co zamierzam, więc jest dobrze- wyszczerzyła zęby.
- Zamierzasz- powtórzyłam- Czyli dzisiaj mam się trzymać od ciebie z daleka, żebyś czegoś nie wykombinowała.
- Właśnie przeciwnie, przeciwnie...- przeciągnęła- OK. Pomóż mi z tym czymś na głowie- zaśmiałam się i zaczęłam ostrożnie zdejmować papilot po papilocie. Jej włosy wyglądały świetnie. Idealne loki. Rozluźniłam je trochę i spryskałam naszykowanym lakierem położonym na biurku. 
- Powiedz, że nie jest aż tak źle- wykrzywiła twarz w grymasie. Przez ten czas nie widziała się w lustrze, a teraz przygryzała wargę w obawie o końcowy efekt.
- Jest pięknie. Sama zobacz!- odparłam i wyciągnęłam z torebki okrągłe lusterko. 
- Wow..- powiedziała bawiąc się włosami- To będzie coś!
- Się okaże- powyjmowałam pozostałe kosmetyki i poukładałam je na mini biurku- Siedź spokojnie, pomaluję cię- wydała się zadowolona z siebie, gdy zaczęłam nakładać na jej oczy kolejne cienie. Postawiłam na brąz, który ładnie będzie wyglądał przy jej czerwonej sukience.
- Gotowe- rzuciłam szybko kończąc nakładać kremową szminkę. Westchnęłam i usiadłam na łóżku. Przyjaciółka przejrzała się w moim przenośnym lusterku i aż pisnęła z radości.
- Dziękuję! 
- Nie ma za co- odpowiedziałam z uśmiechem.
- Teraz ty- przekrzywiła głowę w bok i wskazała gestem, abym usiadła na krześle. Wstałam i przeniosłam swój zadek. Avalon wzięła prostownicę i zaczęła układać moje włosy. Po kilkudziesięciu minutach męczenia się z prostowaniem, przyszedł czas na makijaż. Przyjaciółka mocno pomalowała mi oczy tuszem do rzęs, nałożyła trochę beżowego cienia do powiek, i musnęła usta tą samą szminką, którą ja umalowałam ją. Po skończeniu uśmiechnęła się szeroko. Chciałam sięgnąć po lusterko i zobaczyć jak wyglądam, ale Avalon je schowała. Uniosłam brew.
- Ubieraj się, później się przejrzysz- rzuciła i sama wzięła swoją sukienkę.
    Poczekałam chwilę i wzięłam nowy zakup. Ostrożnie i powoli włożyłam sukienkę, a dres złożyłam i wpakowałam do torby. Wyjęłam czarne szpilki, założyłam, i byłam gotowa.
- Jejciu..- powiedziała Avalon wchodząc do pokoju. Była już przebrana. Wyglądała ślicznie.
- Może być?- zwróciłam się do niej niepewnym głosem.
- Sama zobacz- powtórzyła mój ton mówienia i otworzyła swoją szafę. Moim oczom ukazało się ogromne lustro. Podeszłam do niego i oniemiałam. Mogę stwierdzić, że bardzo podobał mi się efekt końcowy! Dzięki jasnemu makijażowi nie wyglądałam tak 'mrocznie', wszystko kontrastowało. Nie mogłam pohamować uśmiechu. 
- Zaczynamy zabawę!- Avalon wzięła mnie pod rękę i razem wyszłyśmy z pokoju.
                                             ***
Witam!
Zauważyłam, że nie mam tylu komentarzy co ostatnio, ale to nie będzie powodem zawieszenia czy czegoś innego. Będę pisać dla tych kilku kochanych dziewczyn, które to czytają i im się podoba.
Dodałabym wczoraj, ale ojciec się rozchorował, a jako że się z nim od kilku miesięcy nie odzywam, nie chodziłam do niego do pokoju, żeby włączyć internet.
Jeżeli chodzi o ten rozdział, starałam się. I jeszcze trochę przeciągnęłam, żeby nie było za szybko. Mam nadzieję, że się podoba. 

niedziela, 14 kwietnia 2013

Rozdział 15.


   Wstałam dosyć późno, od razu sięgnęłam po telefon. Wyświetlał grubo po 11. Zebrałam się z łóżka, i nadal ledwo żywa skierowałam się do szafy. Wyjęłam granatowe rybaczki i białą koszulkę, nałożyłam ubrania na siebie i usłyszałam dzwoniący telefon. Avalon. 
- Co tam?- zawróciłam się do niej po naciśnięciu zielonej słuchawki.
- Czekam na ciebie, kiedy będziesz?- odparła rozbawiona.
- Już się ubieram, zaraz jestem.- rozłączyłam się i ruszyłam do łazienki. Przemyłam twarz, umalowałam rzęsy tuszem i zrobiłam porządek z włosami. 
    Naszykowana zbiegłam na dół. 
- Nath, masz chwile?- z salonu wyszedł brat, wyraźnie zdenerwowany. 
- Coś się stało?
- Chciałem przeprosić za wczoraj... Coś mi wypadło.- zaczął się tłumaczyć, a ja westchnęłam na przypomnienie sobie tej jego ważnej sprawy.
- Dobra, w porządku- machnęłam ręką- Idę do Avalon. Jutro robimy imprezę. Jesteście zaproszeni.- rzuciłam z krzywym uśmiechem ubierając czerwone trampki.
- Chętnie wpadniemy.- powiedział zadowolony i zniknął wchodząc po drewnianych schodach.
    

    Zapukałam do drzwi, ale nikt nie otwierał. Powtórzyłam czynność. Coś załomotało i pojawiła się Avalon.

- No nareszcie! Chodź.- wpuściła mnie do środka. Nie próżnowali. Jasne wnętrze salonu zupełnie się zmieniło. Brązowe meble zastąpili kilkoma czarnymi stolikami, zrobiło się miejsce do tańczenia, obok telewizora znalazły się też dwa spore głośniki.
- Mogłaś poczekać na mnie.- powiedziałam na wstępie. Zaśmiała się. 
- Mamy jeszcze sporo do roboty, nie będziesz się nudzić.- mrugnęła. 
- To co trzeba zrobić?
- Na pewno zakupy, ściągniemy jakąś muzykę, listę gości, żeby nie mieć niespodzianek, a później się okaże.- wyszczerzyła zęby. Pokiwałam twierdząco głową.
- Na początek muzyka?- zaproponowałam. Przyjaciółka zgodziła się i ochoczo przyniosła swój laptop. 
Zaczęłyśmy przesłuchiwać kolejno piosenki na imprezy. Głównie były to zremiksowane hity, najpopularniejsze kawałki pop, oraz kilka wolnych piosenek. 
Po prawie trzech godzinach wszystko miałyśmy gotowe i zapisane na laptopie Avalon.
- Matt pobawi się w DJ-a, sam zaproponował.- powiedziała gdy siedziałyśmy na odsuniętej sofie przy salonie.
- A gdzie on teraz jest?- przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko.
- Pojechał załatwić pewną sprawę, a później jedzie po jakiś alkohol.
- A jaka to sprawa?- dociekiwałam.
- Jutro się dowiesz. Teraz robimy listę!- westchnęłam.
- To dawaj jakieś kartki.- machnęłam lekko dłonią.
- W sumie to... Ja już zrobiłam, możesz przejrzeć. - zrobiła minkę zbitego psiaka. Przewróciłam oczami. Przyjaciółka wzięła białą, sporej długości kartkę z przestawionej szafki i podała mi ją.
- I tak prawie nikogo nie znam.- podsumowałam po raz kolejny przeglądając dosyć dłuuugą listę gości.
- No to jutro poznasz.- wyszczerzyła zęby.
- Co z zakupami w takim razie?- zmieniłam temat.
- Poradzimy sobie...- przeciągnęła- Oglądamy jakiś film,co?- zapytała zachęcająco. Zdziwiłam się. W sumie to nie byłam im potrzebna, wszystko mieli dokładnie obmyślone i zaplanowane z góry.
- Jednak mam lepszy pomysł!- krzyknęła unosząc palec wskazujący ku górze. 
- Jaki?- wypaliłam.
- ZAKUPY!!!
- Ha, ha, ha! Chyba śnisz.- powiedziałam z lekką ironią w głosie.
- Nie mów, że nie lubisz zakupów.- skrzyżowała ręce na piersi. Uniosłam kącik  ust. Uwielbiam zakupy. Nie takie na uroczystość, po prostu. Zawsze chodzę po sklepach, żeby poprawić sobie humor.
-  Czyli postanowione.- rzuciła podekscytowana, szybko zgarnęła swoją szarą torbę i nie pozwalając mi zaprotestować wypchnęła mnie z domu. Zakluczyła drzwi, wzięła mnie pod ramię i zaczęła kierować się do centrum miasta.

Szłyśmy,szłyśmy i szłyśmy. Omawiałyśmy dalsze sprawy dotyczące imprezy. Trochę się nią denerwowałam, mimo wszystko. Masa nieznajomych osób- to chyba najbardziej przerażało. 

Pokierowałyśmy się do pierwszego sklepu odzieżowego w ogromnej galerii. Znajdowało się w nim od groma przeróżnych sukienek. Długich, balowych, błyszczących, krótkich, ciemnych, jaskrawych, z dekoltami lub bez.. Zapierało dech w piersiach na widok niektórych z nich.
- Jesteśmy w raju.- powiedziała przyjaciółka, przeglądając suknie na kolejnych wieszakach.
- O Boże!-pisnęła- Będziesz błyszczeć na imprezie!- ekscytowała się i wyjęła z kupy wieszaków dosyć krótką , czarną sukienkę na cieniutkich ramiączkach, zwężaną do dołu, zapinaną na srebrny ekspres od talii w górę. Chyba po raz pierwszy od wielu miesięcy spodobała mi się jakaś sukienka.
- To do mnie nie pasuje..- zaoponowałam. Avalon zmrużyła oczy.
- Laska! Ta kiecka jest dla ciebie stworzona! Już do przymierzalni.- wepchnęła mi materiał i wskazała na przymierzalnię na końcu sklepu. Bez słowa poszłam się przebrać. Ściągnęłam rybaczki i koszulkę, zaczęłam wkładać sukienkę, z narastającą niepewnością. Nigdy nie czułam się swobodnie w swoim ciele, to nie minęło i nadal się wstydziłam swojej budowy.
Stałam przed lustrem w tej sukience, po raz piąty obracając się, aby dokładnie przyjrzeć się jak wyglądam. Muszę stwierdzić, że spodobało mi się. Wyszłam zza zasłony do Avalon. Dziewczyna otworzyła lekko buzię i wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
- Mówiłam. Oni oszaleją.- powiedziała lustrując mnie wzrokiem. Uniosłam brew.
- Że kto?- zapytałam zdezorientowana.
- Kto? Nikt.- starała się wymigać.
- Jacy oni?- nie odpuszczałam.
- Jutro wszystkiego się dowiesz, OK?
- Mam nadzieję.- mruknęłam.
- Bierzemy tę sukienkę.- zmieniła temat. Podeszła do półek ze szpilkami i wzięła z niej czarne, kilkucentymetrowe buty i posłała mi uśmiech.- Do tego te buty i jesteś gwiazdą.
- Jasne.- prychnęłam i wróciłam włożyć swoje poprzednie ubrania. Jeszcze raz przejrzałam się w sukience i uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze.
Zgarnęłam rzeczy i pokierowałam się do kasy. Avalon od razu zjawiła się obok.
- Ja płacę. Nic nie mów, tylko pomóż mi coś wybrać.- wskazała na inne sukienki. Stałam jeszcze chwilę w miejscu, zastanawiając się nad tym, jak szybko stałyśmy się przyjaciółkami. Bez słowa pokierowałam się w stronę wskazaną przez Szatynkę. Poszperałam wśród wielu materiałów i spostrzegłam czerwoną sukienkę, mniej więcej do połowy ud, przewiązaną w tali cieniutkim sznureczkiem, bez ramiączek, rozszerzaną do dołu i wysadzaną przy biuście ćwiekami. Wyjęłam ją i pokazałam przyjaciółce. Od razu zaświeciły jej się oczy.
- Biorę!- zaśmiałam się. Wzięła z półek szpilki tego samego koloru i poszła zapłacić. Zabrałyśmy torby i wyszłyśmy z uśmiechami ze sklepu.
- Kto by pomyślał...- zaczęła.- Jeden sklep i wszystko jest.-uśmiechnęła się.- Ta impreza będzie fantastyczna.
- Wydajesz się bardzo zadowolona z siebie.- zaczęłam coś podejrzewać.
- Coś ty..- machnęła ręką. Nie podejmowałam tematu.
   
                                                    *

- Widzimy się jutro. Przyjdź o 16.- mrugnęła i weszła do siebie. Pokierowałam się do domu. 

Położyłam dwie torby przy ścianie, zdjęłam buty i ponownie złapałam za zakupy. Zaniosłam je na górę i 'obeszłam' dom. Ani śladu chłopaków. Zacisnęłam wargi i rzuciłam się na łóżko w moim pokoju. Westchnęłam i położyłam się spać. Uwielbiam przedwieczorne drzemki.

                       ***

Hej!
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Głównie chodziło właśnie o te zakupy, więc mam nadzieję, że nie będziecie na mnie źli. Staram się rozkręcić akcję, a już niedługo pojawi się nutka pikantności. Można tak to nazwać.
Dziękuję za te ponad
1000 wyświetleń i wszystkie komentarze! Oby tak dalej!
Jeżeli chodzi o następny, przewiduję go gdzieś w granicach piątek- niedziela. Wiem, że trochę długo, ale jak tylko skończę rozdział, to dodam.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział 14.


         Zniecierpliwiona siedziałam na kanapie z naszykowanym koszykiem, który zawierał jedzenie i koc. Dla zabicia dłużącego się czasu zaczęłam wystukiwać jakiś rytm nogami i dłońmi. Dylan z Loganem po raz kolejny wyszli bez słowa, a Allan szykował się już co najmniej od godziny. Nic nie rozumiałam. Jednak cieszyłam się, że będziemy mieli piknik, we dwoje. Rodzeństwo.
- Nath, musimy odwołać nasz piknik.- Brat zszedł po schodach zapinając bardzo ładną i szykowną czarną koszulę z podwiniętymi rękawami. Zmrużyłam oczy.
- Powód?- skrzyżowałam ręce na piersi i wpatrzyłam się w Allan'a.
- Po prostu muszę coś załatwić.- rzucił w biegu zabierając portfel i chciał już wychodzić. Szybko wstałam i podbiegłam do niego.
- Co załatwić?- warknęłam wściekła jego zachowaniem.
- Nie interesuj się, to moje życie. Lecę, bo się spóźnię.- zbył mnie w tych kilku słowach i omijając mnie wyszedł z domu. Lekko walnęłam pięścią w ścianę i westchnęłam ciężko. I w tym momencie przyszło mi coś do głowy. Zastanawiałam się o jaką sprawę chodziło. Wzięłam swoją torbę, wyszłam z domu. Zakluczyłam go i pobiegłam za bratem, którego jeszcze było widać. Szedł na nogach. Będąc za drzewami poruszałam się za nim. Najpierw biegiem, później coraz wolniej. Nie chciałam, aby mnie zobaczył.
       Doszłam za nim do jakiejś drogo wyglądającej kawiarni. Zdziwiłam się. Allan wszedł poprawiając kołnierzyk i koszulę. Wyjęłam telefon i  wykręciłam numer do Avalon.
- Nathalie! Chciałam do ciebie dzwonić! Musisz mi wytłumaczyć tą historię z Tade'em...- zaczęła na powitanie.
- Jasne, tylko przyjdź szybko pod kawiarnię 'Sweets and You'. Pospiesz się.- i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Będąc sama w tym lokalu i obserwując brata, sprawię wrażenie psychicznie upośledzonej.
          Czekałam około dziesięciu minut. Avalon przybiegła cała zdyszana i potargana. Zaśmiałam się.
- Dobra. Jestem.- wysapała. Uśmiechnęłam się i wskazałam gestem, aby poprawiła wystające i sterczące kosmyki. Przejechała dłońmi po głowie.
- OK. Po co mnie tu ściągnęłaś?- zapytała uspokajając się po biegu.
- W sprawie Allan'a. Jest strasznie dziwny. I jest w tej kawiarni.- wyjaśniłam poważnie.
- Chyba przesadzasz, żeby go śledzić.- wykrzywiła twarz w grymasie.
- Ale ja tylko idę do kawiarni pogadać z przyjaciółką.- zrobiłam niewinną minkę i razem weszłyśmy do lokalu.
     Wnętrze wyglądało zupełnie inaczej niż kawiarnie, w których bywałam do tej pory. Bardzo luksusowo. Jasne ściany kontrastowały z czerwonymi fotelami i czarnymi, okrąglutkimi stolikami. Na każdym z nich leżał inny kwiat; róża, tulipan, nawet stokrotki. Bardzo mi się spodobało. 
    Allan'a zauważyłam od razu. Siedział po prawej stronie, dostrzegłam, że za nim jest wolny stolik. Spojrzałam na przyjaciółkę i wskazałam wzrokiem na ów miejsce. Westchnęła i po prostu się tam skierowała. Wzruszyłam komediowo ramionami i poszłam za nią. Cały czas przyglądałam się bratu, który wydawał się tak zestresowany, że w ogóle mnie nie zauważył. 
    Zajęłyśmy miejsca. Zanim zdążyłam się odezwać, podeszła do nas dosyć przereklamowanie wyglądająca Szatynka. Jej strój, makijaż, wszystko wskazywało na młody wiek. Poza tym patrząc na styl, od razu zauważyłam elementy, które wskazywały na połączenie punka z hippie. I jakby się zastanowić, nie wyglądało to aż tak okropnie i tandetnie. Może nawet interesująco.
- Mogę przyjąć zamówienie?- zapytała z przyjaznym uśmiechem. 
- Chwileczkę.- odpowiedziałam szybko i chwyciłam za kartę. Uśmiechnęłam się szeroko. Ten lokal wyglądał naprawdę drogo, a w rzeczywistości wszystko miało normalną cenę.- Ja poproszę waniliowego shake'a, a ty?- zawróciłam się w połowie do kelnerki, w połowie do przyjaciółki.
- To samo.- uśmiechnęła się. Szatynka pokiwała twierdząco głową, zapisała zamówienie i zniknęła za ladą, którą miałyśmy dosyć blisko naszego stolika.
- Przy okazji... Proszę wyjaśnić mi sprawę z Tade'em. Wczoraj wyglądaliście dosyć... Czule?- Avalon nie mogła dobrać słów, po chwili wpatrzyła się we mnie pytającym i oczekującym wzrokiem. Wypuściłam powietrze z płuc.
- Nie wiem co z tego wyniknie, może i mam złe przeczucia, ale.. Zostaliśmy przyjaciółmi.- powiedziałam jak najnormalniej, starając się nie wzbudzać podejrzeń. Po prostu z tą naszą 'przyjaźnią' było coś nie tak, trzeba przyznać. Znam Tade'a, wiem, że on nauczony jest dostawać zawsze to, czego oczekuje. Od dziecka miał wpajane takie wychowanie i zostało mu do teraz.
- Dziwne.- stwierdziła- To dobrze, że nie chcesz robić sobie wroga, ale on jest taki.. Beznadziejnie pewny siebie, a udaje niewinnego dzieciaka.
- Wiem co o nim myślisz. Nawet to pokazałaś- zaśmiała się cicho- ale chcę wiedzieć o co w tej sprawie chodzi. No a w szczególności, jaki interes ma w tym Megan i Amanda.- zamyśliłam się przez chwilę.
- Patrz.- Avalon wyglądała na zaskoczoną, zdenerwowaną i przede wszystkim niesamowicie zniesmaczoną. Jako, że siedziałam na przeciw niej, odwróciłam głowę i spojrzałam przez bark. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! Do lokalu weszła Vanessa, wystrojona jak nie ona, i skierowała się do miejsca, w którym siedział mój brat. 
'' Co on wyprawia?!"- myślałam gorączkowo. Vanessa dosiadła się do Allan'a z uśmiechem. Rozmawiali dosyć głośno, ale przez pozostałych ludzi nie mogłam nic dosłyszeć. Widziałam chytry wzrok tej jędzy. To ona nasłała na mnie tych facetów, a teraz zabiera się za mojego brata... Kolejna śmierdząca sprawa.
- No nie wierzę.- rzuciłam odwracając się do Avalon.
- To do niej podobne. Z dnia na dzień obrać sobie nowy cel- cała Vanessa.- odparła dziewczyna. Wykrzywiłam usta i podparłam się ręką.
- Nie mów Allan'owi, że ich widziałaś. Zobaczymy co z tego wyniknie.- poprosiła. Pokiwałam głową i ponownie spojrzałam za swój bark. Brat siedział do mnie tyłem, a Vanessa co chwilę śmiała się i przytakiwała. Wzięłam kilka krótkich oddechów. W tym momencie przyszła kelnerka z naszymi zamówieniami.
- Sorki, że tak długo czekałyście, ale mamy nowego kucharzaa.- zaakcentowała ostatnie słowo i podała nam shake' i w bardzo ładnych, czerwonych długich szklankach z jaskrawo niebieskimi słomkami. - Te słomki to też jego pomysł.- rzuciła i ze śmiechem odeszła. Zaczęłam pić napój. Uwielbiałam shake waniliowy, dlatego w niecałe 5 minut moja szklanka była już pusta. Jak zwykle poczułam zimno uderzające do głowy i zacisnęłam oczy. Avalon zaczęła się śmiać. Przewróciłam oczami i zwróciłam się do niej.
- Myślisz, że nie powinnam utrzymywać kontaktu z Tade'em?
- Nie, to nie tak. Miło, że chłopak chce się przyjaźnić, ale boję się trochę o ciebie. Widać, że ma inne zamiary i chce cię odzyskać.- odpowiedziała troskliwie.
- Obyś się myliła.- powiedziałam cicho. 
         Allan z Vanessą zostawili pieniądze na stoliku i wyszli z lokalu.
- Idziemy?- zapytała przyjaciółka.
- Widziałam już wystarczająco.- odparłam zawiedziona. Nie mogłam pojąć, czemu akurat ona ma być ważniejsza od rodzonej siostry. Kiedy to wszystko się między nami popsuło? Dawniej byliśmy nierozłączni. Pamiętam, jak razem z Allan'em nagadywaliśmy sobie nawzajem o Megan i knuliśmy  w tajemnicy sposoby, jak uprzykrzyć jej życie. Teraz on jest bardziej dorosły, odpowiedzialny.. I chyba zapomniał o tamtych czasach.
- Obudź się.- wyrwał mnie głos Avalon. Uniosłam delikatnie lewą brew.
- Matt powiedział mi o imprezie w sobotę. Pomożesz nam wszystko przygotować?- uśmiechnęła się cwaniacko.
- OK.- zgodziłam się od razu. Ucieszyła się i zgarnęła włosy na jeden bok.
- To jutro spotkamy się u nas i wszystko obmyślimy, dobra? Ja muszę jeszcze załatwić sprzątaczki na niedzielę. Sami w trójkę tego nie ogarniemy. A później wyślę ci sms-a kto będzie, oczywiście ze znajomych. OK?- trajkotała jak najęta, wyjęła portfel i położyła pieniądze za nas obie przy karcie.
- Pa!- rzuciła wychodząc szybko. Uśmiechnęłam się i również wstałam. Gdy dochodziłam do drzwi usłyszałam moje imię. Obróciłam się i spojrzałam na grupkę dziewczyn, zupełnie mi nieznanych, razem z kilkoma chłopakami. Wskazywali na mnie, abym do nich podeszła. Zaskoczona zwróciłam się w stronę ich stolika po lewej stronie lokalu.
- Jakiś problem?- zapytałam bezpośrednio.
- Ty jesteś ta popularna siostra Blake'a, co nie?- któryś  z nich zabrał głos, nawet nie zdążyłam zauważyć który. Było ich tam od groma, a jeden zasłaniał drugiego.
- Popularna?- powtórzyłam zdezorientowana.
- No ba.- odezwała się jakaś krucha i drobna dziewczyna o jasnobrązowych włosach. -Krążą plotki, że ledwo przyjechałaś a już zakolegowałaś się z Taylor'em i Fox. Podobno teraz się przyjaźnicie. Niektórzy mówią nawet, że chodzisz z Taylorem.- zachowywałam twarz pozbawioną wyrazu, ale w myślach wydawało mi się, że krążą po niej różnorodne emocje.
- Coś jeszcze?- zmrużyłam oczy.
- Chcieliśmy wiedzieć, czy zostajesz na stałe.- jakiś typek uśmiechnął się szeroko.
- Zobaczy się.- wzruszyłam ramionami i pospiesznie wyszłam z kawiarni. A więc już krążą o mnie plotki w Los Angeles? Super... Pewnie to przez popularność Chad'a i Avalon. Za bardzo się nie przejęłam.  I tak poznałam mało osób, więc raczej nic nie ryzykuję.
       Wracając do domu myślałam nad Allan'em i Vanessą. Jak to możliwe? Dylan z Loganem mówili, że mam na nie uważać. Widocznie Allan tak nie myśli. Zdałam się na intuicję. Nie chciałam tego zostawić w spokoju. Zaczęłam obmyślać plan podejścia, jaki chciałabym zastosować, ale nic nie wpadło mi do głowy.
     Weszłam do domu. Współlokatorzy brata ganiali się wokół kanapy a ja stałam jak wryta. Kolesie po 20 lat i takie zabawy? Śmiechu warte.
- Siemka!- powitali mnie radośnie.
- Prawie wcale z nami nie rozmawiasz, masz może jakieś problemy?- Dylan odrzucił poduszkę trzymającą w ręce i stał się 'troskliwy'.
- Nie, aż taka szybka nie jestem.- wytknęłam mu język.
- A jeżeli brakuje wam siostrzyczki kochanego kumpla, wystarczy powiedzieć.- uśmiechnęłam się, na co pokiwali twierdząco głowami.
- A... Wiecie coś o Allanie i Vanessie?- zapytałam 'niewinnie'.
- Oni ze sobą? Allan jej nienawidzi. Niemożliwe. Chyba, że przez magiczny sposób kosmici podmienili mu mózg.- wyjaśnił Logan. Zamyślona wróciłam do pokoju.
Nie wychodziłam już z niego do wieczora. Wzięłam swój telefon po wielokrotnych upadkach, ponieważ przypomniałam sobie o Avalon. Wiadomość czekała. Otworzyłam od razu.
Z naszych wspolnych znajomych wyslalam zaproszenie twojemu bratu i kumplom, Chad'owi
jak chcesz zapros tez Tade'a
i mysle ze spodoba ci sie ktos kogo zaprosilam.
musisz go poznac!
Zrobiłam zaskoczoną minę, ale odłożyłam komórkę na szafkę nocną. Zmęczona położyłam się na łóżku, uruchomiłam film na laptopie i w połowie seansu zasnęłam.

                        ***
Cześć!
Nie ma Matta, ale tak bywa. W nie każdym będzie, ale jak już jest, to myślę, że wzbudza wystarczająco dużo emocji.
I muszę coś powiedzieć o blogu.

Jak czytałam ostatnie komentarze, widzę, że niektórzy, a nawet większość z Was chce, żeby stało się 'coś' między Mattem i Nathalie. Rozumiem, też za nimi szaleję! Ale postawcie się na moim miejscu. Jakbym zrobiła scenkę między nimi, moje opowiadanie byłoby banalne, przewidywalne, i to byłby koniec mojego blogowania. A ja nie chcę kończyć tak szybko. Mam nadzieję, że jeżeli nadal będę przeszkadzać tej dwójce, to nie stracę czytelników.
I dziękuję za tyle miłych, naprawdę miłych komentarzy. Kiedy je czytam, od razu uśmiech pojawia się na twarzy.
Do następnego.